Na wjeździe na rynek ustawiony jest znak B-1, czyli „zakaz ruchu w obu kierunkach”. Co do zasady oznacza on, że wjazd na płytę rynku jest zabroniony. Pod znakiem znajdują się jednak tabliczki określające wyjątki.
Zwykłym samochodem można wjechać na rynek tylko wtedy, gdy kierowca jedzie do wyznaczonego miejsca postojowego i robi to w określonych godzinach: od poniedziałku do piątku w godz. 8–17 oraz w soboty w godz. 8–13. Zakaz nie dotyczy także pojazdów zaopatrzenia na czas załadunku lub rozładunku do 30 minut, służb komunalnych, policji, straży miejskiej oraz rowerów.
– Mamy do czynienia z dwoma wykroczeniami. Pierwsze to niestosowanie się do znaku B-1, czyli zakazu ruchu. Jeżeli ktoś po określonych godzinach wjeżdża na rynek albo wykorzystuje płytę rynku jako skrót, to popełnia wykroczenie – mówi Hubert Adamek, komendant Straży Miejskiej w Kędzierzynie-Koźlu.
Jak podkreśla komendant, już sam przejazd przez rynek „na skróty” jest wykroczeniem.
– Jeżeli ktoś wykorzystuje wjazd na rynek jako skrócenie sobie drogi, wjeżdża i nie ma zamiaru zaparkować, tylko po prostu przejeżdża przez rynek, to również popełnia wykroczenie – wyjaśnia Hubert Adamek.
Drugim problemem jest nieprawidłowe parkowanie. Samochody można zostawiać wyłącznie w miejscach do tego wyznaczonych.
- Poza wyznaczonymi miejscami obowiązuje znak B-36, czyli zakaz zatrzymywania się i postoju – dodaje komendant.
Kierowcy muszą pamiętać, że rynek jest monitorowany. Oznacza to, że mandat nie zawsze musi zostać wystawiony od razu, w chwili popełnienia wykroczenia.
– Operator monitoringu może zauważyć, że ktoś przejeżdża przez rynek, nie szukając miejsca parkingowego. Wtedy na podstawie monitoringu rozpoczynamy postępowanie o wykroczenie – mówi Hubert Adamek.
Procedura może potrwać. Strażnicy ustalają właściciela pojazdu, a następnie wzywają go do wskazania osoby, która kierowała samochodem.
– Ustalamy właściciela pojazdu, a później kontaktujemy się z nim, aby wskazał użytkownika samochodu, który kierował autem w konkretnym dniu i godzinie. Dlatego czasem trwa to długo, bo nie zawsze jest możliwość szybkiego dotarcia do właściciela pojazdu – tłumaczy komendant.
Jak dodaje, zdarza się, że właściciele aut nie chcą wskazać kierującego. W takim przypadku również trzeba liczyć się z konsekwencjami.
– Właściciele często nie chcą wskazywać kierującego, ale za niewskazanie użytkownika pojazdu również grozi mandat. Po ustaleniu kierującego mamy 60 dni na ukaranie go mandatem. Jeżeli się nie wyrobimy, kierujemy wniosek o ukaranie do sądu – mówi Hubert Adamek.
Za wjazd „na skróty” mimo zakazu grozi mandat. W przypadku niestosowania się do znaku B-1 kierowca musi liczyć się z karą finansową, a także punktami karnymi. Jeżeli sprawa trafi do sądu, grzywna może być znacznie wyższa.
Straż miejska zapewnia jednak, że w większości przypadków kierowcy nie są od razu karani mandatami.
– 90 procent ujawnionych wykroczeń kończy się pouczeniem. Mandaty dostają przede wszystkim osoby, które wcześniej były już pouczane. Strażnicy mają obowiązek sprawdzenia w naszym systemie, czy dana osoba była już wcześniej pouczana lub karana – zaznacza komendant.
Rynek w Koźlu przez wiele lat był zamknięty dla ruchu. Obecna organizacja ma być kompromisem między mieszkańcami, którzy chcieli dopuszczenia ruchu, a tymi, którzy opowiadali się za utrzymaniem zakazu.
– Część mieszkańców chciała jego otwarcia, część była przeciwna i trzeba było znaleźć kompromis. Po godzinie 17, kiedy większość sklepów jest już zamknięta, obowiązują jasne zasady. Jest znak i kierowcy muszą się do niego stosować – podsumowuje Hubert Adamek.


















Napisz komentarz
Komentarze