Droga do diakonatu to dla niego czas wzruszeń, trudnych decyzji i dojrzewania w wierze. W rozmowie z "Lokalną" opowiada o chwili święceń, o tęsknocie za domem i gospodarstwem, o kryzysach, które trzeba było pokonać, oraz o tym, jak zmienia się spojrzenie na Kościół, gdy patrzy się na niego od środka. Mówi też o planach na najbliższy rok posługi i o tym, co chciałby wnieść do wspólnoty, do której zostanie posłany.
- Jak przeżyłeś moment święceń diakonatu i które chwile tej uroczystości najbardziej zapadły ci w pamięć?
- Bardzo mocno przeżyłem moment święceń diakonatu i towarzyszyło mi ogromne wzruszenie. Już podczas procesji wejścia, kiedy zobaczyłem, ile osób jest razem z nami, uświadomiłem sobie, jak wielkie mam wsparcie ze strony bliskich i wspólnoty. Szczególnie głęboko zapadł mi w serce moment leżenia krzyżem, kiedy cały Kościół ziemski i niebiański modli się za kandydatów do święceń. Było to dla mnie doświadczenie wielkiej pokory i zawierzenia Bogu. Bardzo poruszające były także same święcenia: nałożenie rąk, przekazanie Ewangelii oraz znak pokoju. To chwile, które na długo pozostaną w mojej pamięci i sercu.
- Co było dla ciebie najtrudniejsze na drodze do diakonatu i czy pojawiały się momenty zwątpienia?
- Najtrudniejsze było pozostawienie bliskiej rodziny, parafii, znajomych i kolegów. Wiele osób wie też, że moją pasją był drób ozdobny i hodowla zwierząt, dlatego trudno było mi to wszystko zostawić i zrezygnować z tego, co wcześniej było częścią mojego życia. Ukończyłem szkołę rolniczą w Komornie i chciałem wskrzesić małe gospodarstwo po moim dziadku. W czasie wakacji pracowałem również w gospodarstwach u innych osób. Dlatego pierwsze lata formacji były dla mnie trudne, serce często wracało do tego świata, szczególnie wiosną, kiedy ciągnęło mnie do prac polowych i życia na gospodarstwie.
Dziś jednak pogodziłem się z tym, że może kiedyś jeszcze do tego wrócę. W czasie formacji seminaryjnej pojawiały się też chwile zwątpienia i pytania, czy jestem w dobrym miejscu. W takich momentach najważniejsze było dla mnie zaufanie Jezusowi, szczególnie wtedy, gdy pojawiały się trudności. Ważne jest również, aby otworzyć swoje serce, dobrze poznać samego siebie, zachować to, co dobre, a nad tym, co wymaga pracy, po prostu pracować, między innymi po to jest seminarium. Kiedy przychodził kryzys, największą pomocą była zawsze modlitwa oraz szczera rozmowa z drugim człowiekiem.
- Opowiadasz, że twoje spojrzenie na Kościół bardzo się zmieniło od momentu wstąpienia do seminarium. Jak dziś rozumiesz służbę Kościołowi i swoje miejsce w tej wspólnocie?
- Moje spojrzenie na służbę Kościołowi bardzo się zmieniło. W sposób szczególny w ostatnich miesiącach, kiedy uczestniczyłem w wykładach księdza biskupa Andrzeja Czai. Ksiądz biskup rozbudził we mnie jeszcze głębszą miłość do Kościoła i pomógł mi spojrzeć na niego w bardziej dojrzały sposób. Gdy wstępowałem do seminarium, miałem różne wyobrażenia o Kościele i posłudze kapłańskiej, zwłaszcza patrząc na osoby, które były blisko mnie. Każdy ma swoje autorytety i wzory służby. Dla mnie byli nimi: ks. Marek Wieczorek – proboszcz Parafii św. Mikołaja w Zakrzowie, ks. Arnold Drechsler – dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej, śp. ks. Stefan Jenek – długoletni proboszcz parafii w Zakrzowie, a także mój katecheta w szkole w Długomiłowicach, ówczesny proboszcz Parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Gierałtowicach – śp. ks. Arkadiusz Nogielski. Z boku przez lata przyglądałem się również jadwiżankom, którym bardzo wiele zawdzięczam i które do niedawna posługiwały w mojej rodzinnej parafii. Ich świadectwo życia i służby także miało duży wpływ na moje postrzeganie Kościoła. Dlatego początkowo chciałem wstąpić do franciszkanów. Dziś coraz bardziej rozumiem, że Kościół jest święty świętością Boga, ale jednocześnie grzeszny grzesznością ludzi. Mimo ludzkich słabości pozostaje miejscem działania Boga i wspólnotą, której warto służyć całym sercem. Kościół to nie tylko duchowni, ale wszyscy ochrzczeni, którzy tworzą wspólnotę wierzących. Coraz bardziej rozumiem, że każdy ma w Kościele swoje miejsce i odpowiedzialność za jego życie oraz świadectwo wiary.
Cała rozmowa w 16. numerze „Nowej Gazety Lokalnej”, który ukazał się 19 maja

















Napisz komentarz
Komentarze