Alfons Alfred Zgrzebniok przyszedł na świat 16 sierpnia 1891 roku w Dziergowicach, w powiecie kozielskim. Dla pruskiej administracji była to zwyczajna miejscowość na wschodnich rubieżach państwa. Dla Polaków – jedna z tych śląskich osad, w których polskość przetrwała dzięki codziennemu uporowi rodzin, księży, nauczycieli i lokalnych działaczy.
Dom Zgrzebnioków w Dziergowicach był właśnie takim miejscem. Wieś ta miała wówczas opinię „polskiej twierdzy”, a zdecydowana większość jej mieszkańców posługiwała się na co dzień językiem polskim. Ojciec, Juliusz, prowadził niewielkie gospodarstwo i warsztat szewski, matka, Eleonora z Rakoczych, mały sklep spożywczy. Alfons był najstarszy z dziewięciorga dzieci. W rodzinie mówiło się po polsku, czytano polskie gazety, a dzieci jeszcze przed pójściem do niemieckiej szkoły uczyły się czytać i pisać w języku ojczystym.
Rodzice szybko dostrzegli, że najstarszy syn ma zdolności, które mogą wynieść go dalej niż rodzinne gospodarstwo. Nie było ich stać na kształcenie wszystkich dzieci, więc wybór padł na Alfonsa. Zanim jednak trafił do gimnazjum w Raciborzu, musiał przez rok uczyć się niemieckiego w Wodzisławiu. W raciborskim gimnazjum Zgrzebniok nie był pokornym uczniem. Uczył się znakomicie, ale równocześnie organizował tajne polskie kółko narodowe. Gdy działalność grupy została wykryta, groziło mu usunięcie ze szkoły. Ocaliły go bardzo dobre wyniki.
Mundur zamiast sutanny
Po maturze wyjechał do Wrocławia. Zaczął od teologii, później studiował filozofię i ekonomię. Seminarium duchowne nie zatrzymało go na długo. Ksiądz Paweł Brandys, dziergowicki proboszcz i ważny autorytet dla młodego Alfonsa, miał uważać, że więcej w nim materiału na komendanta niż na kapłana. I rzeczywiście – we Wrocławiu Zgrzebniok wciągnął się w działalność tajnej organizacji młodzieży polskiej „Zet”. Szczególnie interesował go jej referat wojskowy, który pod pozorem skautingu prowadził szkolenie przyszłych kadr konspiracyjnych.
W 1914 roku Zgrzebniok został wcielony do armii niemieckiej. Trafił na front zachodni i wschodni. Był trzykrotnie ranny, a mimo zaangażowania w polską działalność konspiracyjną i nieufności, jaką musiały budzić jego wcześniejsze związki z ruchem narodowym, awansował na podporucznika. Pruska armia dała mu twardą szkołę dowodzenia, dyscypliny i walki. Przeszedł przez hekatombę I wojny światowej. Do rodzinnych Dziergowic wrócił pod koniec 1918 roku, gdy Europa była już innym kontynentem. Cesarstwo Niemieckie upadło, Polska wróciła na mapę, ale Górny Śląsk nadal pozostawał terenem sporu. W wielu domach coraz częściej padało pytanie: czy Śląsk można przyłączyć do Polski bez walki?
Zgrzebniok nie czekał biernie. W styczniu 1919 roku powstała Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska. Już w lutym „Rakoczy” – bo taki pseudonim przyjął od panieńskiego nazwiska matki – został komendantem POW Górnego Śląska w powiecie kozielskim oraz tymczasowo w raciborskim. Do kwietnia podlegało mu około 600 zaprzysiężonych ludzi w kilkunastu miejscowościach. Do regularnego wojska było im jeszcze daleko. Wszystko działało w konspiracji. Potajemnie organizowano spotkania, kontakty, magazyny i wreszcie broń. Broń trzeba było zdobywać na Niemcach.
Jedna z najbardziej filmowych scen jego życia rozegrała się w kozielskich koszarach niemieckiego 62. Pułku Piechoty. Zgrzebniok potrafił wejść tam w mundurze niemieckiego oficera, z fałszywymi dokumentami i rozkazami, które brzmiały na tyle wiarygodnie, że przeciwnik sam otwierał mu drogę. Podczas jednej z takich akcji został aresztowany. Uciekł, korzystając z nieuwagi pilnującego go oficera, podobno człowieka, którego znał z frontu. Od tej chwili był dla miejscowej administracji szczególnie niebezpieczny. Według niemieckich władz stał się „największym polskim bandytą w okręgu kozielskim”, a jego podobizna trafiła na list gończy. Wyznaczono nagrodę za jego ujęcie, a on musiał szukać schronienia na Śląsku Cieszyńskim.
Komendant „Rakoczy”
Wiosną 1919 roku na Górnym Śląsku rosło napięcie. Grenzschutz i niemiecka policja rozbijały polskie zebrania, przeprowadzały rewizje, aresztowały działaczy, zastraszały robotników i rodziny znane z propolskich sympatii. W kwietniu delegacja POW, z udziałem Zgrzebnioka, udała się do Poznania, by przedstawić plan powstania. Wojciech Korfanty sprzeciwił się akcji. Uważał, że zryw będzie militarnie skazany na porażkę i zaszkodzi polskim zabiegom dyplomatycznym podczas konferencji pokojowej.
Ale na Śląsku historia przyspieszała szybciej niż polityczne kalkulacje. Latem 1919 roku wybuchł strajk generalny. 15 sierpnia pod kopalnią „Mysłowice” żołnierze Grenzschutzu otworzyli ogień do górników, ich żon i dzieci czekających na wypłatę. Padli zabici i ranni. Ta masakra zadziałała jak iskra rzucona na proch. Zgrzebniok nie był zwolennikiem natychmiastowego, źle przygotowanego powstania. Gdy jednak walki wybuchły, stanął na jego czele, jako najwyższy rangą dowódca POW pozostający na wolności. Wiedział, że siły są nierówne. Powstańcy mieli zapał i lokalną znajomość terenu, ale Niemcy dysponowali lepszym uzbrojeniem, strukturą i zapleczem. Jego zadanie nie polegało już na poprowadzeniu triumfalnej ofensywy. Chodziło raczej o utrzymanie oporu, zdobywanie broni, organizowanie odwrotu i ocalenie jak największej liczby ludzi przed rozbiciem. 24 sierpnia 1919 roku wydano rozkaz zakończenia walk.
Na papierze było to przegrane powstanie. W rzeczywistości pierwszy zryw śląski zmienił ton rozmowy o regionie. Zgrzebniok dobrze rozumiał jego polityczny sens: nie chodziło o zwycięstwo militarne, ale o zwrócenie uwagi Europy na sprawę Górnego Śląska. Po upadku zrywu tysiące powstańców i ich rodzin przedostały się na teren Polski. „Rakoczy” organizował dla nich obozy, pomoc i struktury wojskowe. Dowodził Milicją Górnośląską, utrzymywał kontakty z Wojskiem Polskim, odbudowywał siatki konspiracyjne. Walka nie skończyła się – zmieniła tylko formę. Teraz toczyła się o przetrwanie struktur organizacyjnych, propagandę oraz plebiscyt.
Jednym z najbardziej dramatycznych epizodów tego okresu była obrona hotelu „Lomnitz” w Bytomiu. Budynek przy ulicy Gliwickiej był siedzibą Polskiego Komisariatu Plebiscytowego i dowództwa POW. 27 maja 1920 roku niemieckie bojówki zaatakowały gmach. Telefony nie działały. W środku brakowało broni. Na zewnątrz rósł tłum napastników. Zgrzebniok kierował obroną, organizował ludzi, szukał amunicji, pilnował dachu i wejść. Atak udało się odeprzeć dopiero po nadejściu wojsk alianckich, głównie francuskich.
Latem 1920 roku sytuacja ponownie stała się wybuchowa. Odrodzona Polska walczyła z bolszewikami, a niemieckie gazety na Górnym Śląsku fałszywie ogłosiły zdobycie Warszawy przez Armię Czerwoną. W Katowicach doszło do zamieszek, plądrowano polskie sklepy i redakcje gazet, zaatakowano polskie instytucje. Zamordowano doktora Andrzeja Mielęckiego, który opatrywał rannych. W nocy z 17 na 18 sierpnia 1920 roku pierwsze oddziały ruszyły do walki. Gdy zryw objął kolejne miejscowości, Dowództwo POW Górnego Śląska i Polski Komisariat Plebiscytowy ogłosiły wybuch II powstania śląskiego. Na jego czele ponownie stanął „Rakoczy”.
Polityczne zwycięstwo
Tym razem sytuacja była inna niż rok wcześniej. Przeciwnikiem nie była już regularna armia niemiecka, lecz przede wszystkim Sicherheitspolizei (SiPo), znienawidzona przez Polaków niemiecka Policja Bezpieczeństwa. Powstanie było też lepiej przygotowane. Planowano opanowanie wschodniej, przemysłowej części obszaru plebiscytowego i uczynienie z niej bazy do dalszych działań. Walki trwały krótko, ale przyniosły konkretny efekt. Niemiecka SiPo została rozwiązana, a w jej miejsce powołano mieszaną, polsko-niemiecką Policję Plebiscytową. II powstanie śląskie było więc sukcesem politycznym i organizacyjnym. Zgrzebniok, który rok wcześniej dowodził zrywem skazanym na klęskę, teraz doprowadził akcję do zwycięskiego końca.
Wyniki plebiscytu z marca 1921 roku nie były korzystne dla strony polskiej. Za pozostaniem w granicach Niemiec opowiedziało się 59,6 proc. głosujących, za włączeniem do Polski – 40,4 proc. O podziale ziem mieli zdecydować alianci.
„W dwudziestu czterech godzinach po otrzymaniu hiobowej wieści, że Komisja Międzysojusznicza w Opolu w propozycjach dotyczących podziału Górnego Śląska pomiędzy Polskę a Niemcy uwzględniła około 35 procent głosów oddanych za połączeniem Górnego Śląska z Polską, ludność samorzutnie pochwyciła za broń” - pisał Wojciech Korfanty do rządów państw sprzymierzonych o powodach wybuchu kolejnego powstania.
W III powstaniu śląskim, rozpoczętym w nocy z 2 na 3 maja 1921 roku, Zgrzebniok nie był już głównodowodzącym. Pracował w Naczelnej Komendzie Wojsk Powstańczych, kierował oddziałem personalnym, później działał w strukturach operacyjnych i wywiadowczych. Był także doradcą przy 1. Dywizji Wojsk Powstańczych, która dźwigała największy ciężar walk.
Po zakończeniu walk decyzję o podziale Górnego Śląska podjęła Rada Ligi Narodów. Na mocy rozstrzygnięć Polska otrzymała 29 proc. obszaru plebiscytowego, zamieszkanego przez 996,5 tys. osób, czyli 46 proc. ogółu ludności. Dzięki temu latem 1922 roku w granicach Rzeczypospolitej znalazła się najbardziej uprzemysłowiona część regionu. Dziergowice, rodzinne miejsce Zgrzebnioka, pozostały po stronie niemieckiej, mimo że większość głosujących opowiedziała się tam za Polską. Dla niego oznaczało to osobiste rozdarcie: walczył o polski Śląsk, ale jego własna wieś nie znalazła się w granicach Rzeczypospolitej.
Czas po powstaniach
Nie wrócił już na stałe do rodzinnych stron. Wyjechał do Polski. Pracował w strukturach wojskowych i wywiadowczych. Do grudnia 1922 roku służył w sztabie Inspektoratu Armii nr IV w Krakowie u generała Stanisława Szeptyckiego. Później organizował młodzieżowe struktury wychowania fizycznego i wojskowego. Od 1923 roku był nauczycielem wychowania fizycznego w gimnazjum w Królewskiej Hucie, dzisiejszym Chorzowie. Trudno o bardziej symboliczny obraz: człowiek, który jeszcze niedawno prowadził powstańców przez graniczne lasy i magazyny broni, teraz uczył młodzież sprawności, dyscypliny i charakteru. Jednocześnie działał społecznie, uczestniczył w tworzeniu organizacji byłych powstańców, publikował artykuły, redagował „Młodą Polskę” i „Gazetę Śląską”.
W 1927 roku wrócił do służby wojskowej. Został oficerem ewidencyjnym Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP w Wolnym Mieście Gdańsku. Następnie pracował w Warszawie, a później w administracji państwowej w Toruniu. Tam dał się poznać jako sprawny urzędnik zajmujący się między innymi sprawami pracy i opieki społecznej w trudnym okresie wielkiego kryzysu. W 1934 roku mianowano go wicewojewodą białostockim. Tak domykała się niezwykła droga jego życia: od dziecka z polskiej rodziny w pruskiej wsi, przez żołnierza cesarskiej armii, konspiratora i dowódcę powstań, po wysokiego urzędnika II Rzeczypospolitej.
W życiu prywatnym był związany z Heleną Woźniak, działaczką żeńskich oddziałów POW Górnego Śląska. Ich małżeństwo było spotkaniem dwojga ludzi ukształtowanych przez ten sam czas i tę samą sprawę. Helena po wybuchu II wojny światowej została aresztowana przez Niemców, zachorowała na tyfus i zmarła w 1939 roku. Alfons Zgrzebniok nie doczekał wojny. Zmarł nagle 31 stycznia 1937 roku w Marcinkowicach koło Nowego Sącza, gdzie przebywał na kuracji. Przyczyną był atak serca. Ponieważ rodzinne Dziergowice znajdowały się w granicach Niemiec, pochowano go w Rybniku, w kwaterze powstańczej, wśród towarzyszy broni. Pogrzeb miał charakter wielkiej manifestacji pamięci: wojskowa asysta, sztandary organizacji powstańczych, tłumy ludzi, którzy żegnali nie tylko urzędnika czy oficera, lecz jednego z tych, którzy walczyli o polski Śląsk, zanim jego granice zostały narysowane na mapach.
Pośmiertnie, w 2021 roku, Alfons Zgrzebniok został odznaczony Orderem Orła Białego. Otrzymał również Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari nr 7851, nadany 27 czerwca 1922 roku, a także Krzyż Niepodległości z Mieczami, przyznany 20 stycznia 1931 roku. Wśród jego odznaczeń znalazły się także Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski oraz Złoty Krzyż Zasługi. Czterokrotnie został uhonorowany Krzyżem Walecznych za „męstwo i odwagę wykazane w czasie powstania na Górnym Śląsku”. Otrzymał również Krzyż na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi I klasy.



Napisz komentarz
Komentarze