Mistrzostwa świata IMMAF, które odbyły się w dniach 1-7 listopada w Tbilisi, zgromadziły czołowych zawodników amatorskiego MMA z całego świata. W reprezentacji Polski znalazła się 21-letnia Aleksandra Geaidy, rywalizująca w kategorii muszej do 56,7 kg. Kędzierzynianka jechała do Gruzji z dużymi ambicjami i nadzieją na zdobycie medalu.
Turniej rozpoczęła znakomicie. W pierwszej walce zmierzyła się z reprezentantką Finlandii Pią-Marją Husu, którą pokonała już w pierwszej rundzie przez poddanie, zakładając dźwignię na rękę. Pojedynek zakończył się po 2 minutach i 36 sekundach. W kolejnym etapie Polka miała walczyć z reprezentantką Angoli Conceição Gomes, jednak rywalka nie przystąpiła do pojedynku. Geaidy awansowała więc walkowerem do ćwierćfinału.
Tam czekała na nią Aisza Smudková z Czech, z którą miała już okazję rywalizować podczas tegorocznych mistrzostw Europy w Belgradzie. Wówczas Czeszka zwyciężyła przez poddanie. Tym razem walka była znacznie bardziej wyrównana, a o jej wyniku zdecydowali sędziowie. Dwóch wskazało zwycięstwo Smudkovej 29:28, natomiast trzeci przyznał wygraną Polce takim samym stosunkiem punktów. Niejednogłośna decyzja oznaczała dla Aleksandry koniec marzeń o medalu.
„Serce boli, bo wracam z mistrzostw bez medalu”
Po zakończeniu zawodów Kędzierzynianka opublikowała w mediach społecznościowych szczery wpis, w którym podsumowała swój występ.
- Serce boli, bo wracam z mistrzostw bez medalu. W mojej głowie nie było miejsca na taki scenariusz. Mimo że wszystko potoczyło się inaczej, niż zakładałam, nadal jestem przekonana, że moje umiejętności są na poziomie podium. Przegrana niejednogłośną decyzją sędziów w walce o półfinał i gwarantowany medal boli szczególnie. Nie ma chyba nic gorszego niż zakończyć zawody tuż za podium - przyznała Aleksandra Geaidy.
Zawodniczka podkreśliła jednak, że mimo rozczarowania potrafi docenić swój występ i wysiłek włożony w przygotowania. Ostatnie miesiące były dla niej szczególnie intensywne. We wrześniu wywalczyła w Anglii amatorski pas mistrzowski organizacji Full Contact Contender, a niedługo później przystąpiła do rywalizacji na mistrzostwach świata.
- Mimo wszystko, kiedy opadną emocje, mogę być zadowolona z tego, co pokazałam w klatce. Znam swoje możliwości i wiem, ile potrafię - zaznaczyła.
Jak przyznała, do mistrzostw świata nie przystępowała po pełnym obozie przygotowawczym. Duża liczba startów i intensywny kalendarz walk odbiły się na jej organizmie. - W ostatnich miesiącach narzuciłam sobie naprawdę mocne tempo startowe i myślę, że momentami po prostu za bardzo eksploatowałam swój organizm. Teraz przyszedł czas, żeby dać mu odpocząć i trochę zwolnić - wyjaśniła.
Aleksandra nie ukrywa przy tym dumy ze swojej determinacji i liczby pojedynków stoczonych w ostatnim czasie. Podkreśla, że kosztowało ją to wiele pracy i wyrzeczeń.
Koniec amatorskiej kariery. Czas na zawodowe MMA
Aleksandra Geaidy ogłosiła, że nie zamierza już wracać do rywalizacji na amatorskich mistrzostwach świata. Zdecydowała się na kolejny krok w sportowej karierze. - Niedosyt jest ogromny, ale podjęłam już decyzję i nie zamierzam wracać na te mistrzostwa. Zebrałam wystarczająco dużo doświadczenia, żeby zrobić kolejny krok i rozpocząć karierę zawodową - zapowiedziała.
Zawodniczka zwróciła również uwagę na specyfikę turniejowej rywalizacji, która jej zdaniem nie do końca odpowiada jej stylowi. Aleksandra preferuje dynamiczne, widowiskowe pojedynki, natomiast w amatorskich turniejach duże znaczenie mają zapasy i walka w parterze. - Nie lubię nudy, zawsze staram się dostarczać emocji, dynamiki i fajerwerków. Te zawody zdecydowanie bardziej premiują grappling i zapasy, co po raz kolejny pokazało, jak duże znaczenie ma to w punktacji - oceniła. Teraz chce skupić się na zawodowych pojedynkach, w których zawodnicy rywalizują w mniejszych rękawicach, a formuła walki różni się od amatorskich mistrzostw.
- Nie mogę się doczekać, aż pokażę, na co stać moją stójkę w małych rękawicach. To właśnie tam chcę teraz skierować całą swoją energię - podkreśliła.
„Najlepsze dopiero przede mną”
Choć drugi raz w karierze zakończyła mistrzostwa świata na etapie ćwierćfinału, Aleksandra Geaidy nie zamierza traktować tego wyniku jako porażki przekreślającej jej dotychczasowe osiągnięcia. W 2024 roku dotarła do najlepszej ósemki mistrzostw świata w Uzbekistanie. Od tego czasu zdobywała kolejne doświadczenia, rozwijała umiejętności i odnosiła sukcesy w klatce.
- Znam poziom swoich umiejętności, znam swoją wartość i nie pozwolę, żeby jeden wynik ją definiował. Moje dotychczasowe osiągnięcia są równie wartościowe i nie potrzebuję tego jednego medalu, żeby wiedzieć, na co mnie stać - napisała. Na zakończenie swojego podsumowania Ola zapewniła, że mimo sportowego niedosytu nie traci motywacji.
- Wracam bez medalu, ale z ogromnym doświadczeniem, jeszcze większą motywacją i przekonaniem, że najlepsze dopiero przede mną - zaznaczyła.
Występ w Gruzji był dla Aleksandry Geaidy symbolicznym zakończeniem pewnego etapu kariery. Teraz przed 21-letnią zawodniczką nowe wyzwania i pierwsze kroki w zawodowym MMA.



Napisz komentarz
Komentarze