Do uderzenia ówczesnego trzecioklasisty Markusa Königa doszło 7 marca 2025 roku podczas lekcji języka niemieckiego. Sprawę wielokrotnie opisywaliśmy na łamach „Nowej Gazety Lokalnej” i portalu Lokalna24.pl. Rodzice chłopca zdecydowali się wystąpić na drogę sądową przeciwko nauczycielce. Postępowanie wciąż trwa, a kolejne rozprawy są odraczane.
Tymczasem dotarły do nas informacje o zmianach w kadrze szkoły. W placówce nie pracuje już wieloletnia nauczycielka, która była wychowawczynią klasy Markusa, a także szkolna psycholog. O okoliczności zakończenia współpracy z obiema kobietami zapytaliśmy Adriana Osieckiego, prezesa Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Mechnica, będącego organem prowadzącym szkołę. To pierwszy raz, kiedy jego przedstawiciel zdecydował się szerzej odnieść do sprawy w rozmowie z naszą redakcją. Wcześniej szkoła odmawiała publicznego komentowania wydarzeń związanych z uderzeniem ucznia.
Zeznawała w obronie ucznia. Nie pracuje już w szkole
Była wychowawczyni Markusa to doświadczona pedagog z kilkudziesięcioletnim stażem. Przez wiele lat pełniła funkcję dyrektorki jednej ze szkół w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim. Po przejściu na emeryturę wróciła do pracy z dziećmi, podejmując zatrudnienie w Mechnicy, gdzie była wychowawczynią klasy Markusa od pierwszej klasy.
Informację o tym, że szkoła nie przedłużyła z nią umowy, przekazała nam matka chłopca, Dorota König, która miała okazję spotkać się z nauczycielką. Jej kontrakt obowiązywał do 31 sierpnia 2026 roku. Wcześniej miały być jednak prowadzone rozmowy o kontynuowaniu zatrudnienia, przynajmniej w wymiarze połowy etatu.
Sama nauczycielka nie zdecydowała się publicznie opowiedzieć o okolicznościach rozstania ze szkołą. Z naszych informacji wynika, że sytuacja poruszyła część rodziców i dzieci, które zdążyły się do niej przywiązać. Rodzice niechętnie jednak wypowiadają się na temat atmosfery panującej w placówce.
- Dyrektorka jest silna, ma plecy. Ci, którzy mają dzieci w tej szkole, raczej nie odważą się nic powiedzieć - usłyszeliśmy od jednego z rodziców, który poprosił o zachowanie anonimowości.
Dla mieszkańców niewielkiej Mechnicy wybór innej szkoły nie zawsze jest prostym rozwiązaniem. Zmiana placówki może oznaczać konieczność codziennego dowożenia dziecka do innej miejscowości, na co nie każda rodzina może sobie pozwolić.
Prezes: Nie było żadnego karania
Adrian Osiecki stanowczo zaprzecza, aby nieprzedłużenie umowy z wychowawczynią miało jakikolwiek związek z jej zeznaniami w procesie dotyczącym uderzenia Markusa.
- Nie, w żadnym wypadku nie. Takie rzeczy to są jakieś pomówienia - odpowiedział, gdy przedstawiliśmy mu informacje, które dotarły do redakcji. Prezes przyznał, że doświadczona nauczycielka odegrała ważną rolę w funkcjonowaniu placówki, kiedy pojawiły się problemy z obsadą kadrową.
- Tak naprawdę uratowała naszą sytuację, bo zgodziła się powrócić z emerytury i uczyć w naszej szkole, ale była zatrudniona po prostu na zastępstwo - wyjaśniał. Co istotne, Adrian Osiecki potwierdził, że wcześniej rzeczywiście rozważano dalsze zatrudnienie wychowawczyni. Ostatecznie plany uległy zmianie. Jak tłumaczył, wpłynęły na to kwestie organizacyjne związane z nowym rokiem szkolnym, w tym wprowadzenie edukacji zdrowotnej i konieczność ułożenia planu zajęć. Pojawiła się również możliwość zatrudnienia młodszej osoby, która była zainteresowana pracą pod warunkiem otrzymania pełnego etatu.
- Dyrekcja podjęła taką decyzję, że zaryzykujemy i zatrudnimy młodszego nauczyciela, który być może zostanie z nami na dłużej, jeżeli damy mu miejsce, w którym będzie chciał pracować. No i w ten sposób te parę godzin, które miały trafić do tej pani, musiały zostać przekazane gdzieś dalej - tłumaczył prezes.
Według niego zakończenie współpracy przebiegało w normalnej atmosferze. Była wychowawczyni miała nawet pojawić się podczas rozpoczęcia roku szkolnego i spotkać z gronem pedagogicznym. - Nie było żadnego karania, żadnego zatargu z tą panią, nic takiego nie miało miejsca - zapewnił.
Był dzieckiem grzecznym, bardzo inteligentnym
Zeznania byłej wychowawczyni, złożone 1 lipca 2026 roku przed Sądem Rejonowym w Kędzierzynie-Koźlu, stanowiły ważny element postępowania. Nauczycielka szczegółowo opowiedziała o okolicznościach zdarzenia z 7 marca 2025 roku.
Jak wynika z protokołu rozprawy, o uderzeniu Markusa dowiedziała się od dwóch uczennic, które przyszły do niej bezpośrednio po lekcji. Dziewczynki powiedziały, że chłopiec został uderzony przez nauczycielkę języka niemieckiego, bardzo płakał, a następnie pobiegł do autobusu.
Chwilę później wychowawczyni została wezwana do gabinetu dyrektorki szkoły Elżbiety Dziudy-Kampy. Przebywała tam również nauczycielka, która uderzyła dziecko.
- Była jeszcze roztrzęsiona i płacząca, i powiedziała, że uderzyła Markusa. Zwróciła się do dzieci, które trzaskały szafkami, że jeśli jeszcze raz ktoś trzaśnie, to „ja trzasnę w łeb”. Po tym uderzeniu Markusa powiedziała jeszcze, że nie rzuca słów na wiatr - zeznała wychowawczyni. Na polecenie dyrektorki skontaktowała się następnie z matką chłopca, aby poinformować ją o zdarzeniu, zanim syn wróci do domu. Szczególnie istotna była część zeznań dotycząca zachowania Markusa. W trakcie procesu wielokrotnie powraca bowiem kwestia jego relacji z innymi uczniami i ewentualnych problemów wychowawczych.
- Oceniam Markusa przez ten czas jako dziecko bardzo inteligentne, grzeczne, niesprawiające kłopotów na lekcjach. Nigdy nie dostał żadnej uwagi. Markus był bardzo ambitny - zeznała przed sądem.
Podkreśliła również, że inni nauczyciele nie zgłaszali jej zastrzeżeń dotyczących zachowania chłopca, a ona sama nie widziała potrzeby udzielania mu upomnień. To całkowicie przeczy temu, co znajduje się w dokumentacji szkolnej, według której Markus miał stwarzać problemy wychowawcze i otrzymywać uwagi. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Była wychowawczyni wspominała także wzruszające pożegnanie Markusa z klasą, kiedy rodzice zdecydowali o przeniesieniu go do innej szkoły. - Nie ukrywam, że w oczach Markusa i innych dzieci były łzy. Dzieci płakały, Markus podchodził do każdego dziecka, też płakał. Później dzieci przeżywały odejście Markusa. Pytały mnie, dlaczego on musiał odejść - relacjonowała przed sądem.
Matka chłopca docenia postawę wychowawczyni, która nie tylko przedstawiła okoliczności zdarzenia, ale również pozytywnie oceniła zachowanie swojego dawnego ucznia.
Ze szkoły odeszła również psycholog
Drugą osobą, która nie pracuje już w placówce, jest szkolna psycholog. Po uderzeniu Markusa uczestniczyła ona w działaniach podejmowanych wobec uczniów. Rodzice chłopca zgłaszali później zastrzeżenia do sposobu prowadzenia tych czynności, zarzucając m.in. wtórną traumatyzację dziecka.
Adrian Osiecki potwierdził, że kobieta zakończyła współpracę ze szkołą, ale zapewnił, że była to jej własna decyzja, niezwiązana ze sprawą Markusa. - Złożyła wypowiedzenie, ponieważ miała pewne sprawy osobiste. Ona po prostu pracowała w kilku miejscach i musiała pogodzić pewne rzeczy, które nastąpiły w jej życiu - wyjaśnił.
Prezes dodał, że odejście psycholog spowodowało problemy organizacyjne, ponieważ szkoła musiała znaleźć kolejnego specjalistę. Zapewnił również, że kobieta nie została zwolniona. Nie udało nam się skontaktować z byłą psycholog, aby poznać jej stanowisko.
Dlaczego uderzyła Markusa i mogła nadal uczyć?
W rozmowie z Adrianem Osieckim wróciliśmy również do kwestii, która od początku budziła największe zastrzeżenia rodziców: dlaczego nauczycielka języka niemieckiego, mimo uderzenia chłopca nie została odsunięta od prowadzenia z nim zajęć? Prezes stowarzyszenia wyjaśnił, że na decyzję szkoły wpłynęła postawa nauczycielki bezpośrednio po zdarzeniu. Według niego kobieta nie próbowała niczego ukrywać, przyznała się do uderzenia i wyraziła żal.
- Mieliśmy człowieka, który żałował. Mieliśmy człowieka, który chciał poprawy, chciał się poddać karze i ocenie. Więc nie widzieliśmy podstaw do tego, żeby tego człowieka zwolnić, tylko żeby dać mu szansę na poprawę i przejść cały proces oceny przez instancję wyższą - tłumaczył.
Adrian Osiecki przekonywał, że szkoła podjęła wszystkie wymagane procedurami działania, a przeprowadzone kontrole nie wykazały uchybień. Jak dodał, rodzicom zaproponowano rozwiązanie polegające na obecności dodatkowego specjalisty, psychologa lub pedagoga, podczas zajęć prowadzonych przez nauczycielkę do czasu wyjaśnienia sprawy.
Rodzina nie zdecydowała się jednak na takie rozwiązanie. Jak podkreślali rodzice, Markus bał się nauczycielki, która go uderzyła, i nie chciał mieć z nią dalszego kontaktu. Oczekiwali odsunięcia jej od nauczania syna, a gdy nie udało się tego uzyskać, zdecydowali o przeniesieniu chłopca do innej szkoły.
Dyrektorka nie przyszła do sądu. Otrzymała karę
Podczas rozprawy 1 lipca 2026 roku sąd zamierzał przesłuchać również dyrektorkę szkoły w Mechnicy, Elżbietę Dziudę-Kampę. Ta jednak nie stawiła się na posiedzeniu, mimo prawidłowego wezwania.
Sąd uznał nieobecność za nieusprawiedliwioną i nałożył na dyrektorkę karę pieniężną w wysokości 200 złotych. Jednocześnie zdecydowano o jej ponownym wezwaniu.
Na tej samej rozprawie nie pojawiła się również oskarżona nauczycielka. Jak odnotowano w protokole, została prawidłowo zawiadomiona o terminie, ale nie usprawiedliwiła nieobecności. Sąd zdecydował o kontynuowaniu postępowania bez jej udziału.
Zeznania dyrektorki mogą mieć istotne znaczenie dla wyjaśnienia działań podejmowanych w szkole po zdarzeniu. W trakcie procesu pojawiły się bowiem informacje o odtwarzaniu przez dzieci przebiegu uderzenia w obecności przedstawicielek dyrekcji.
Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 23 października 2026 roku. Jednak i tym razem nie udało się przeprowadzić zaplanowanych czynności dowodowych.
- Powodem odwołania rozprawy był brak zwrotu przez biegłą psycholog akt na termin rozprawy, co uniemożliwiało prowadzenie postępowania. Taką informację otrzymałam przez telefon w dniu rozprawy. Taka też jest podana w protokole rozprawy z dnia 23 października - przekazała nam adwokat Karolina Ilczyszyn-Jankowska, pełnomocniczka matki Markusa.
Sąd odnotował, że akta wraz z opinią biegłej nie zostały zwrócone, a zgodnie z przekazaną informacją opinia miała zostać sporządzona do 26 października.
Następna rozprawa została wyznaczona na 19 lutego 2027 roku, na godzinę 13.30. Oznacza to, że od zdarzenia w szkole do kolejnego terminu sądowego miną niemal dwa lata. Sprawa toczy się z oskarżenia prywatnego na podstawie art. 217 § 1 Kodeksu karnego, dotyczącego naruszenia nietykalności cielesnej. Dotychczas nie zapadł prawomocny wyrok.
Przeszliśmy wszystkie możliwe kontrole
Adrian Osiecki odniósł się również do wcześniejszych publikacji naszej redakcji. Nie ukrywał, że sposób przedstawiania sprawy ocenia krytycznie.
- Przeszliśmy przez wszystkie możliwe kontrole. Każda rzecz, która miała miejsce w szkole, była wykonana zgodnie z procedurami - zapewniał.
Prezes uważa, że placówka jest przedstawiana w mediach w niekorzystnym świetle, mimo że - jak przekonuje - realizowała zalecenia odpowiednich instytucji. Odrzuca również sugestie, jakoby dyrekcja korzystała ze szczególnych znajomości.
Wyjaśnił, że szkoła dotychczas unikała publicznego komentowania sprawy ze względu na zalecenia prawników oraz konieczność ochrony danych osobowych i dobra uczniów. Podczas rozmowy zapytaliśmy także, czy oskarżona nauczycielka jest spokrewniona z prezesem stowarzyszenia. Takie sugestie pojawiały się w komentarzach internetowych. Adrian Osiecki stanowczo temu zaprzeczył. - Nie jest członkiem naszej rodziny w żadnej linii - zapewnił.
Prezes podkreślił, że zależy mu na zakończeniu postępowania sądowego i wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie zaznaczył, że szkoła podtrzymuje swoje stanowisko dotyczące prawidłowości podjętych działań.
Przeczytaj też:



Napisz komentarz
Komentarze