Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 17:47
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Podziemne miasto pod Koźlem

Wielu mieszkańców natknęło się na nie, a nawet miało okazję je eksplorować. Jednak dopiero po latach decydują się na to, żeby o nich opowiedzieć. Dotarliśmy do takich osób m.in. na kozielskiej wyspie, pod którą biegnie gęsta sieć tajemniczych korytarzy.
Podziemne miasto pod Koźlem
Pozostałość po reducie Orlej na wyspie, to najlepszy dowód na to, że zasadnicza część tej budowli o charakterze militarnym znajduje się głęboko pod ziemią

Autor: Andrzej Kopacki

Nawiązuje do nich m.in. mieszkający na wyspie Mirosław Mysiak, wspominając ciekawą przygodę z lat 60. XX wieku.
 
- Pamiętam, jak rzeka podmyła brzeg przy kozielskiej przeprawie na Odrze i odsłoniła pokaźnych rozmiarów wejścia do dwóch wykonanych z cegły tuneli ze sklepieniami łukowymi. To było przy obecnym moście im. Wiktora Ludwikowskiego. Te wejścia od strony wyspy usytuowane były prostopadle do rzeki, ale znajdowały się w bezpiecznej odległości od jej koryta. Moim zdaniem mogły to być fragmenty korytarzy biegnących pod Odrą. Ojciec wiele mi opowiadał na ten temat. To od niego dowiedziałem się, że pomiędzy stajnią nr 5 i 6 na wyspie jest rozwidlenie tych podziemnych korytarzy - tłumaczy Mirosław Mysiak, dodając, że tunele biegną też pod budynkiem wartowni nr 2 w kształcie podkowy, który zaadaptowano niegdyś na mieszkania.

Gdy pod koniec XIX wieku na kozielskiej wyspie rozpoczęło działalność Pruskie Królewskie Stado Ogierów, zakwaterowano w nim stajennych, którzy rekrutowali się spośród mężczyzn po odbytej służbie wojskowej w pułkach konnych.
 
- Podczas budowy kanalizacji na wyspie dokopano się do jednego z takich korytarzy. Miałem okazję wejść do tego tunelu. Pokonałem około 50 metrów, ale zrezygnowałem z dalszej eksploracji, bo w paru miejscach korytarz był uszkodzony. Pracownicy firmy budowlanej pytali mnie, co to jest. Odpowiedziałem im, że dawne tunele, jeszcze z czasów twierdzy kozielskiej - opowiada pan Mirosław. - Poprosili, żebym nikomu o tym odkryciu nie mówił, bo im przerwą robotę. Na wyspie natknąłem się w sumie na pięć takich miejsc z wejściami do korytarzy. Wszystkie zostały zabezpieczone przed postronnymi osobami. Żona pana Mirosława, Anna Mysiak, również z przejęciem opowiada o podziemnych odkryciach, jakie miały miejsce po powodzi w 1997 roku oraz podczas budowy kanalizacji.
 
- Na wyspie mieszkam od 40 lat. Przez ten czas wiele tu widziałam. Firma budująca kanalizację dokopała się do dwóch wykonanych z cegły korytarzy, wysokich mniej więcej na metr. Niestety, zostały uszkodzone przez ciężki sprzęt. Nie weszłam do środka. Nie chciałam ryzykować. Natomiast po powodzi tysiąclecia ziemia odkryła wejścia do podobnych korytarzy na ogródkach działkowych, które znajdują się na wyspie. Biegły one w stronę reduty Orlej oraz pobliskiego koryta Odry. Nie mam wątpliwości, że wybudowano je też pod dnem rzeki, dzięki czemu powstał tunel łączący wyspę z pobliską basztą Montalemberta - przekonuje Anna Mysiak.
 
Dziesiątki kilometrów
 
- Tunele odkrywane na wyspie to nic innego jak dawne chodniki komunikacyjne lub minerskie, będące pozostałością urządzeń fortyfikacyjnych i twierdzowych - tłumaczy historyk Robert Słota.
 
O ich istnieniu mówi też architekt Arkadiusz Hasny.
 
- Po wielkiej powodzi z 1997 roku, kiedy na wyspie zapadła się jedna z komór minerskich, doszło do odsłonięcia korytarzy, z którymi można się było zapoznać, ale tylko przez dwa dni, bo zostały zasypane ze względów bezpieczeństwa. Wszak ciekawskich nie brakowało. Przyczółek mostowy, reduta Orla i wszystko, co znajdowało się pod ziemią w obrębie dzisiejszej wyspy, to oczywiście fragmenty całego założenia twierdzy Koźle - wyjaśnia Arkadiusz Hasny i podkreśla, że można mówić o co najmniej dziesiątkach kilometrów podziemnych korytarzy. Tak naprawdę pod Koźlem znajduje się drugie podziemne miasto. Podczas prac remontowych i inwestycyjnych na terenie starówki często dokopywano się do różnych podziemnych tuneli. Na ogół ulegały one uszkodzeniu, a nawet zniszczeniu.

Swoje zrobiły też liczne powodzie, występujące co kilkanaście lat.
 
- Swego czasu zaprosiłem do siebie kolegów z Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji, którzy przyznali, że infrastruktura twierdzy Koźle w 80 proc. znajduje się pod ziemią, a tylko 20 proc. na powierzchni. Dlatego ta nasza twierdza jest tak bardzo ciekawa, ale niestety prawie w ogóle nie została odkryta i spenetrowana pod ziemią. Choćby z uwagi na fakt, że jest to dość niebezpieczne zadanie - nie ukrywa Arkadiusz Hasny, dodając, że obiekty obronne z przełomu XVIII i XIX wieku budowano w oparciu o zbliżone technologie i projekty.

Podobna do kozielskiej jest chociażby twierdza w Grudziądzu, częściowo udostępniona dla zwiedzających. Z jej archiwalnych planów wynika, że poza obrębem murów obronnych wybudowano dziesiątki różnej wielkości podziemnych chodników minerskich. Tak samo wyglądało to w przypadku Koźla.
 
Samobójcza misja
 
- Mówimy o sieci rozgałęziających się tuneli o różnych przekrojach, w zależności od znaczenia takich korytarzy, pełniących funkcje zbiorcze, pośrednie, czy też końcowe. Główne kanały miały większe średnice. Łączyły się one ze znacznie węższymi przejściami o wysokości około 1,2 metra. Zatem nie można się było w nich poruszać w pozycji wyprostowanej ani tym bardziej minąć z drugą osobą - przekonuje kozielski architekt. - Chodniki minerskie służyły do minowania i wysadzania przedpola twierdzy, zajmowanej przez wrogie wojska. Osoba odpowiedzialna za dany sektor twierdzy wchodziła do podziemnego korytarza i wysadzała go, licząc oczywiście na jak największe straty po stronie przeciwnika - tłumaczy nasz rozmówca.

Śmiałkowie przeważnie ginęli podczas takich akcji. Byli traktowani jak XIX-wieczni kamikadze. Nawet jeśli taka osoba przeżyła eksplozję, prawie natychmiast ruszał za nią pościg.
 
- Aby go utrudnić i opóźnić, korytarze były uzbrajane w różnego rodzaju zapadnie, uniemożliwiające schwytanie osoby uciekającej przed wrogiem. Zatem eksploracja tych korytarzy jest bardzo niebezpieczna dla osób, które nie miały nigdy styczności z takimi obiektami i nie są odpowiednio wyekwipowane. Nie polecam wchodzenia do tych kanałów. Wąskie przejścia, gdzie nie widać ani początku, ani końca, nie są też najlepszym miejscem dla osób z klaustrofobią - ostrzega Arkadiusz Hasny.
 
Korytarze łączyły się z niewielkimi pomieszczeniami (komorami), w których gromadzone były materiały wybuchowe, wykorzystywane do wysadzania poszczególnych fragmentów twierdzy. Na kozielskiej wyspie ceglany strop jednej z takich komór zapadł się właśnie podczas powodzi w 1997 roku.
 
W przejściach podziemnych, liczących kilometry, panuje duża wilgotność i jest stosunkowo niska zawartość tlenu. Ponieważ ludzie przebywali tam bardzo krótko, epizodycznie (zwłaszcza podczas krytycznych dla losów twierdzy momentów), ówcześni inżynierowie nie kładli nacisku na budowę systemu kanałów wentylacyjnych, towarzyszących podziemnej infrastrukturze. Ale, co ciekawe, wewnątrz pozostałości po reducie Orlej odkryto szyby wentylacyjne. Mogły one służyć do napowietrzania jednej z większych podziemnych komór, przeznaczonych na nieco dłuższy pobyt ludzi. Dzięki temu osobom znajdującym się w takiej komorze i w sąsiadujących z nią chodnikach nie groziło uduszenie spowodowane brakiem tlenu.
 
Arkadiusz Hasny uważa, że przynajmniej część zachowanych do dziś korytarzy można odtworzyć i udostępnić zwiedzającym. Byłaby to nie lada atrakcja turystyczna, tym bardziej że w tamtych czasach kozielska twierdza należała do grona najnowocześniejszych w Europie. Warto więc odkopać jej pozostałości, zabezpieczyć, a następnie poddać rewitalizacji.
 
Jest co zwiedzać
 
- Swego czasu robiłem taki grant dla Politechniki Wrocławskiej, gdzie opisywałem wszystkie fragmenty twierdzy Koźle, które zachowały się do dzisiaj. Część podziemnych korytarzy miałem okazję zobaczyć na własne oczy. Jest tego naprawdę dużo. Mamy też co zwiedzać, choćby na plantach. Gdy byłem uczniem podstawówki, kolega z klasy znalazł w pobliżu potoku Lineta, czyli dawnej fosy, ostrze XVIII-wiecznej szabli z napisami, których nie byliśmy jednak w stanie rozszyfrować - wspomina Arkadiusz Hasny.
 
O tunelach łączących wyspę z resztą miasta mówi też mieszkaniec Koźla, Robert Wencel, który prawie cztery dekady temu natrafił na nie wraz z kolegami tuż za kozielskim liceum. Ulica Łukasiewicza pomiędzy śluzą a ogrodzeniem ogólniaka była wtedy rozkopana.
 
- Na dużej głębokości dostrzegliśmy dwa równoległe rzędy tuneli - jeden wyżej, a drugi tuż pod nim, które przecinały prostopadle drogę. Zostały odkopane podczas prac ziemnych przez maszyny budowlane, które przerwały ten ciąg. Korytarze biegły pod Odrą, mniej więcej na wysokości śluzy, i łączyły kozielską wyspę z miastem. Wspomniane tunele znajdowały się około 5-6 metrów pod ziemią - wspomina Robert Wencel. - Weszliśmy do rowu wykopanego przez budowlańców, a nawet do tych odkrytych tuneli, ale tylko na kilka metrów. To były bardzo solidne konstrukcje. Można tam było wejść o wiele dalej. Miały mniej więcej 1,2 metra wysokości i może niecały metr szerokości. Byliśmy dziećmi, a mimo to wchodziliśmy do nich lekko pochyleni - kończy nasz rozmówca.
 
- Biorąc pod uwagę skalę naszej twierdzy i liczbę wybudowanych chodników minerskich, jestem na 99 proc. pewien, że pod dnem Odry istnieje jeszcze korytarz łączący przyczółek mostowy na wyspie z basztą Montalemberta, i nie byłoby to żadne zaskoczenie. Tym bardziej że kozielską twierdzę tworzyli najlepsi w tamtych czasach inżynierowie, dla których budowa takiego kanału pod rzeką nie stanowiła większego problemu. Natomiast jest prawie pewne, że ów kanał jest obecnie zalany wodą i nie nadaje się do eksploracji - kończy Arkadiusz Hasny, przypominając, że pod ziemią biegnie też murowany kanał, którym dostarczano niegdyś wodę z ujęcia w Reńskiej Wsi do twierdzy Koźle.
 
Być może fakt, że nasze podziemne miasto nie zostało jeszcze spenetrowane, oznacza, iż wciąż znajdują się tam interesujące ślady z przeszłości. Wszak istnienie cennych artefaktów zawsze rozpalało ciekawość miłośników historii. Już niebawem postaramy się ją podsycić jeszcze bardziej, pisząc o zaginionych skarbach tajemniczego zakonu, obecnego niegdyś w naszym mieście.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

pietia 18.02.2019 11:11
Uważam odwrotnie. Od dawna mieszkam w kk i tylko co nieco słyszałem na ten temat? A niby laczego historia Koźla MUSI być chowana pod korcem i zamiatana POD DYWAN??

B.... 17.02.2019 15:05
Ale sensacje robi he he .... Od urodzenia mieszkałam na wyspie i znam każdy zakątek chyba jak własną kieszeń ! Wszystkie bloki ,stajnie , bunkry oraz "tunele" . Nie jeden mieszkaniec powie to samo ... Nie rozumie po co całe to upublicznianie tych informacji i robienie wielkiego haosu. Dla rozgłosu ? Żenada

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama