Reklama
sobota, 16 maja 2026 18:57
Reklama
Reklama
Reklama

Jacek Pelczar opowiada o swoich słowiańskich horrorach

Od dawna fascynuje się słowiańszczyzną. Interesuje go kultura, historia i wierzenia ludzi, którzy przed wiekami żyli na terenach dzisiejszej Polski. Jacek Pelczar to 36-letni mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla, który ma na koncie wiele opowiadań, a obecnie pracuje nad autorską książką.
Jacek Pelczar opowiada o swoich słowiańskich horrorach

- Jak to się zaczęło? Kiedy wpadłeś na pomysł, żeby napisać pierwszy tekst?

- Nigdy nie wpadłem na taki pomysł. Miałem jakąś wewnętrzną potrzebę pisania i kiedy nudziłem się w szkole, to obracałem zeszyt na drugą stronę i pisałem jakieś historyjki.

- To była szkoła podstawowa czy średnia?

- Właściwie zaczęło się w gimnazjum, kiedy miałem naście lat. Pojawiały mi się w głowie różne pomysły, różne historie i nie wiedziałem, co z nimi zrobić, więc zacząłem je spisywać. A później o nich zapominałem. Pod koniec roku szkolnego zeszyt szedł do śmietnika i w ten sposób te historyjki przepadły.

- To były raczej krótkie historyjki?

- Tak, czasem na kilka stron, a czasem tylko na pół strony. Pod koniec studiów przestałem zupełnie pisać. Trochę się w moim życiu pozmieniało, wyprowadziłem się do Stanów Zjednoczonych. Nie miałem do tego ani czasu, ani głowy. Ale po kilku latach dotarło do mnie, że zaczyna mi brakować słów, bo nie używałem języka polskiego. Co prawda czytałem książki po polsku, ale widocznie to było za mało. I tym sposobem wróciłem do pisania, aby używać ojczystego języka w sposób aktywny. Kiedy już nazbierałem tych opowiadań trochę, to pomyślałem, że można by to komuś pokazać. Zacząłem od forów literackich w internecie. Ale nigdy nie miałem takiego pomysłu, że zostanę pisarzem.

- Jaka była tematyka tych pierwszych tekstów?

- Nie lubię siedzieć w jednej tematyce, więc była bardzo zróżnicowana. Czytam książki z różnych gatunków, więc i piszę w różnych klimatach. Nie lubię powtarzalności. Nawet jak jadę samochodem po mieście, to staram się wracać do domu inną drogą. I choć jestem kojarzony z horrorem i fikcją słowiańską, to mam zamiar rozszerzyć swoją działalność.

- Kiedy ukazało się twoje pierwsze opowiadanie na papierze?

- Tych pierwszych elektronicznych publikacji nawet nie liczę. W 2019 roku został wydany "Słowiański horror" z moim opowiadaniem pt. "Pieniacz". Antologia, która prawie nie doszła do skutku. Już wcześniej miałem takie sytuacje, że ktoś obiecał, że coś wypuści, i rozchodziło się po kościach.

- Od czego zaczynasz tworzyć historię? Od wymyślania postaci czy głównego wątku?

- To się samo wykluwa w mojej głowie, jak karaluchy. Przychodzi podczas codziennych czynności, np. jazdy samochodem czy robienia prania. Nie siedzę z fajką w fotelu i nie zastanawiam się, od czego by tu zacząć. Nagle pojawia mi się w głowie jakaś scena, w której coś się dzieje. Wtedy zadaję sobie pytanie: dlaczego to się dzieje? Kim jest ten facet, że zrobił akurat coś takiego? Co go do tego skłoniło? Jakie konsekwencje ma to, co się właśnie stało? I zadając sobie te wszystkie pytania, odkrywam tę historię, bo przecież ja jej nie znam. Często zdarza mi się, że mam jakieś plany na rozwój danej historii, szczególnie historii braci Wilków, ale okazuje się, że oni mają swoje. To moi stali bohaterowie opowiadań.

- Czyli piszesz od sedna i wracasz do początku?

- Różnie. Bo jak już odkryję jakąś historię, to mogę się zacząć zastanawiać warsztatowo, po pisarsku, jak to ugryźć, żeby ta historia wybrzmiała prawidłowo, żeby zachować jej sens. Tutaj jest moja rola, aby dodać odpowiednią narrację, żeby znaleźć punkt wyjścia, czy napisać to z retrospekcjami, czy w prostej linii fabularnej. Ale to są już techniczne szczegóły. Ostatnie moje opowiadanie miało się skończyć wielką awanturą, główni bohaterowie obrażeni na siebie, nie rozmawiają... Napisałem przedostatnią scenę i dotarło do mnie, że to się nie może tak skończyć, bo znając ich z poprzednich opowiadań, wiem, że oni by się tak nie zachowali.

- Ile czasu zajmuje ci napisanie opowiadania?

- Problem jest w znalezieniu czasu na pisanie w ogóle. Czasami jakaś historia przez miesiąc męczy mnie w głowie, a ja nie mam kiedy tego spisać.

- Ale wtedy bardziej dojrzewa.

- Dojrzewa, ale i bardziej mnie męczy. Mózg mi wchodzi na bieg jałowy, bo akurat o niczym nie muszę myśleć, to mi się to opowiadanie samo zaczyna przewijać od początku do końca. Leci jak zdarta płyta i wiem, że muszę je napisać, bo inaczej się go nie pozbędę. Wiem, że nie wyrzucę go z głowy.

- Czym się inspirujesz w pisaniu?

- Wszystko jest inspiracją. Największą jest życie. Ale mam też swoich ulubionych autorów, u których lubię to, jak konstruują fabułę, u innych styl pisania. Czasem nawet z premedytacją podrabiam jakiś element ich warsztatu. Albo raczej staram się podrobić. Niedoścignionym wzorem pisania scen walki jest Joe Abercrombie. Często piszę sceny walki i zastanawiam się, jak on to zrobił i co ja mogę zrobić, żeby u mnie działało to w podobny sposób.

- A z filmów czerpiesz inspiracje?

- W liceum pisałem scenariusze filmowe, część nawet udało się nakręcić. Mieliśmy amatorską grupę filmową i nawet udało nam się zorganizować kilka pokazów w kinie "Chemik", wziąć udział w konkursach, a nawet coś tam wygrać. Wracając do pytania - tak, z filmów również czerpię inspiracje. Można się zainspirować nawet kreskówką lub baśnią - szczególnie w horrorze. Przecież baśnie braci Grimm czy Andersena w oryginalnych wersjach są dobrymi horrorami. Kiedyś chodziło mi po głowie napisanie klasycznej baśni w odsłonie horroru. Ale za dużo mam swoich pomysłów, żeby przerabiać czyjeś.

- Twoje opowieści to wyłącznie fikcje?

- Mam sporo takich tekstów, które pisałem sam dla siebie. Są bardzo osadzone w rzeczywistości. Ale nie będę zaczynał swojej przygody literackiej od napisania biografii. Więc jest to raczej efekt zapisków - à la pamiętnik. Są to rzeczy, które zapisuję, żeby nie zapomnieć.

- Czyli kolekcjonujesz?

- Tak. Jest to też ćwiczenie warsztatu.

- Ale w przyszłości nie wykluczasz biografii?

- Nie wykluczam, ale uważam, że biografia to domena ludzi wielkich albo nudnych, albo jedno i drugie. Bardzo chciałbym unikać obu kategorii.

- Jak piszesz? Ręcznie czy na komputerze?

- Notatki robię piórem. Szczególnie na tych wczesnych etapach pozwala mi to na wejście w tekst. Mam to poczucie, że tworzę tekst własnoręcznie, i to jest fajne, ale później trzeba to wszystko przepisywać, żeby wysłać do wydawcy. Więc całych opowiadań w ten sposób nie piszę. Piszę sobie też historię danej postaci, która nie zawsze trafia później do opowiadania. Ale ja muszę ją znać, żeby wiedzieć, jak zachowa się w danej sytuacji. Ale samo opowiadanie to dłubanie na komputerze, które jest wygodne na etapie edycji.

- Masz na koncie kilka wydawnictw, ale nie masz jeszcze swojej autorskiej książki.

- Jeszcze nie, ale mam w planie. Pracuję nad tym od dłuższego czasu. Z przyczyn osobistych musiało to zejść na boczny tor. Później było więcej pracy nad opowiadaniami, które musiały wyjść w antologiach zbiorowych. Ale wracam do tego. Będzie to antologia wyłącznie moich opowiadań. Będą tam motywy wspólne i historie, które będą się łączyć. Będą też postaci, które powtarzają się w różnych tekstach.

- Czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze sens wydawać papierową książkę, kiedy coraz popularniejsze są audiobooki i e-booki?

- Sens jest zawsze, jeżeli ktoś lubi to, co robi. A czy to się opłaca? Absolutnie nie.

- To dlaczego chcesz wydać książkę papierową, skoro możesz to zrobić cyfrowo?

- Mogę, ale jestem tradycjonalistą. Nie czytam e-booków, bo nie sprawia mi to przyjemności. Nie chcę wydawać e-booków. Lubię mieć książkę na półce, lubię widzieć grzbiet, lubię czuć ją w rękach. Faktura i zapach książki to jest coś magicznego. Wydaję książkę, aby zobaczyć fizyczną manifestację własnych myśli.

- A co powiesz o audiobooku? Z twoim głosem sam mógłbym takowy nagrać. Chyba jeszcze żaden pisarz tego nie zrobił.

- Chyba nie. Nie słyszałem o czymś takim. Jest to interesujący pomysł. Chciałbym coś takiego zrobić, szczególnie że audiobooki bardzo lubię. Chociaż jak przesłucham audiobook, to później i tak kupuję książkę, żeby postawić na półce. Do tej pory powstały dwa audiobooki moich tekstów, i to jest fajne przeżycie, kiedy słucha się swoich opowieści w wykonaniu kogoś innego, bo ja sobie te opowieści w głowie czytam zupełnie inaczej.

- Kiedy ukaże się coś nowego twojego autorstwa?

- Już po wakacjach wyjdzie właśnie audiobook mojego pierwszego opowiadania pt. "Pieniacz". W podobnym czasie pojawi się kolejna książka w klimatach słowiańskich ze stajni Planety Czytelnika, gdzie będzie można przeczytać kolejną przygodę braci Wilków.

- Widzę, że wszystko u ciebie powstaje dość spontanicznie, ale pewnie masz plany na najbliższą przyszłość.

- Mam w planie wysyłać regularnie opowiadania na nabory, bo to procentuje po jakimś czasie. Chciałbym mieć ciągłość. Kilka tekstów czeka na publikację, kilka na korekty. Więc cały czas coś się dzieje.

- Marzenie pisarza?

- Być pisarzem na cały etat...

- Czyli od poniedziałku do piątku przez osiem godzin dziennie?

- Cha, cha! To byłoby bardzo fajne. Obawiam się, że w tej rzeczywistości mało realne. Znam świetnych pisarzy, którzy piszą nocami, bo nie stać ich, aby rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

- Pisarze chyba żyją bardziej ze spotkań autorskich.

- No tak, ale najpierw trzeba wydać książkę, żeby ktoś go zaprosił na takie spotkanie. Samo wydanie książki też nic nie da, jeśli nie ma promocji. I kółko się zamyka.

- Byłeś dziennikarzem, przebrnąłeś przez wszystkie media: gazetę, radio i telewizję. Teraz pracujesz w biurze prasowym urzędu miasta. Czyli ciągle coś piszesz i powiązałeś swoją pasję z pracą.

- To wyszło przypadkiem. Będąc w dziwnym miejscu w życiu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, szukałem pracy. Usłyszałem, że szukają kogoś do gazety, napisałem kilka tekstów na próbę...

- Ale nie wymyślałeś wtedy fikcyjnych postaci, które brały udział w konferencji władz miasta?

- Myślę, że mogłoby to być znacznie ciekawsze niż to, co pisałem, ale mogłoby nie przejść. W gazecie nauczyłem się pisać zupełnie inaczej. Ta praca to było też dla mnie wyzwanie, ale spodobało mi się na tyle, że robię to od kilku lat.

- W takim razie życzę ci, abyś nie przestawał się rozwijać.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Czesław Barański 14.08.2023 20:00
Powodzenia w realizacji ambitnych planów....

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Kierowca +Treść komentarza: Stan tej drogi to efekt wieloletnich działań zarządcy i właściciela a może nie jest zbudowana pod takie ciężkie pojazdy. Każdy, który jeździł ta droga to zauważył, że tylko dokłada się skrajne łaty na chyba wątpliwej jakości podłoże. Wkrótce takie cerowanie i tak popęka i odpada. Ciężkie pojazdy jeździły tam zawsze a więcej jak jest nowy most. Tu nie jest jedna żwirownia w czy fabryka chemiczna lub zapraw budowlanych w tym rejonie. Technologia transportu się zmienia szybciej niż inwestycje ale nie tak szybko żeby nie dało się tego przewidzieć i odpowiednio planować. Gminy korzystają z podatków od firm a czy nie można się porozumieć o współfinansowanie z nimi o inwestycje. Dużo pytań i wątpliwości a mam kierowcom zostaje walczyć z wiatrakami. Osobiście przez lata jazdy zniszczyłem na tej drodze dwie opony i jedna felgę w kałużach wyrwach na skraju drogi.Data dodania komentarza: 16.05.2026, 08:56Źródło komentarza: Ograniczenie tonażu na trasie Bierawa–Cisek. Bierawa mówi „stop” ciężarówkomAutor komentarza: RealistaTreść komentarza: A to się obudzili !!!! Żadna droga która nie przeszła modernizacji w ciągu ostatnich 10 lat nie wytrzyma tego obciążenia a dochodzi do tego przeładowania wanien z 26 do 32÷34 ton Trzeba było o tym myśleć przed wydaniem koncesji wydobywczej .Data dodania komentarza: 16.05.2026, 08:24Źródło komentarza: Ograniczenie tonażu na trasie Bierawa–Cisek. Bierawa mówi „stop” ciężarówkomAutor komentarza: RobolTreść komentarza: Oglądanie cudzych zdjęć z wycieczki. Jak mogło mnie to ominąć?Data dodania komentarza: 16.05.2026, 06:49Źródło komentarza: Lemury, baobaby i… miejskie krzewy. Jarosław Kret w MBP. ZDJĘCIAAutor komentarza: DrogaTreść komentarza: Szkoda ze kierowcy się nie stosują do ograniczeń!Data dodania komentarza: 15.05.2026, 23:53Źródło komentarza: Ograniczenie tonażu na trasie Bierawa–Cisek. Bierawa mówi „stop” ciężarówkomAutor komentarza: IrkoTreść komentarza: Rychło w czas. Niestety nikt normalny nie może spokojnie patrzeć jak te skur....łe ciężarówki jeżdżą wszędzie gdzie popadnie nie patrząc na ograniczenie i hałasData dodania komentarza: 15.05.2026, 22:49Źródło komentarza: Ograniczenie tonażu na trasie Bierawa–Cisek. Bierawa mówi „stop” ciężarówkomAutor komentarza: Robert WęglarzTreść komentarza: Pan wójt akceptując wydobycie z nowej kopalni dobrze wiedział jak będzie obciążona Bierawa przez transport wanien z piaskiem. Teraz udaje greka ale kiedy mieszkańcy oponowali w sprawie otwarcia nowej kopalni poprostu ich olał.Data dodania komentarza: 15.05.2026, 21:29Źródło komentarza: Ograniczenie tonażu na trasie Bierawa–Cisek. Bierawa mówi „stop” ciężarówkom
zachmurzenie duże

Temperatura: 12°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1007 hPa
Wiatr: 6 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna