Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 20:35
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Długo czekali na dziecko. Gdy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami popłynęły łzy szczęścia

Gdy Justyna i Mariusz Matyskowie ze Starego Koźla zostali szczęśliwymi rodzicami, ich codzienność nabrała zupełnie nowego wymiaru. Każdy dzień stał się pełen radości, wzruszeń i nowych wyzwań. Narodziny ich ukochanej córeczki Laury były spełnieniem marzeń i dopełnieniem ich rodzinnego szczęścia.
Długo czekali na dziecko. Gdy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami popłynęły łzy szczęścia
Justyna i Mariusz Matyskowie z Laurą

Z rodziną Matysków spotkaliśmy się 20 lutego w Starym Koźlu, w rodzinnym domu Mariusza. Justyna przeprowadziła się tu z Przewozu. - Laura to nasze długo wyczekiwane, wymarzone szczęście. Długo się staraliśmy i w końcu się udało - mówią uradowani rodzice. Gdy małżonkowie dowiedzieli się, że zostaną rodzicami, radość była ogromna.

- To było tuż przed długim majowym weekendem. Coś podejrzewałam - jak to mówią, kobieca intuicja. Zrobiłam test i zobaczyłam dwie wymarzone kreski, więc od razu powiedziałam o tym mężowi. Ogromnie się ucieszyliśmy i popłakaliśmy się ze wzruszenia. A później, już na początku maja, razem poszliśmy do lekarza, który potwierdził, że zostaniemy rodzicami. Wtedy nasza radość była jeszcze większa - wspomina Justyna Matysek.

Płeć dziecka nie miała dla małżeństwa znaczenia. - Liczyło się to, że się udało i żeby było zdrowe. To było ważniejsze. A czy będzie chłopiec, czy dziewczynka, to już była sprawa drugorzędna - wspomina Mariusz.

Laura Matysek przyszła na świat 8 grudnia ubiegłego roku o godzinie 20.06 w kozielskim szpitalu. W chwili narodzin dziewczynka ważyła 2,34 kg i mierzyła 47 cm. Jej narodziny wywołały trochę stresu, bo do porodu doszło niespodziewanie.

- Laura urodziła się w 35. tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie. Była wcześniakiem i trafiła na oddział neonatologiczny, na pododdział patologii noworodka. Na początku nie mogła być ze mną - opowiada Justyna Matysek. Dziewczynka otrzymała 9 punktów w skali Apgar.

Narodzinom córeczki towarzyszyło sporo emocji. - Popłynęły łzy szczęścia i wzruszenia, choć po cesarce ból był duży. Jednak gdy usłyszałam jej pierwszy płacz i po raz pierwszy zobaczyłam moją córeczkę, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Ta mała, kochana istotka dała mi mnóstwo motywacji - przyznaje Justyna Matysek.

Po porodzie szczęśliwy tato kangurował Laurę. To było dla niego niesamowite przeżycie. - Zanim przyszła na świat, zastanawialiśmy się, do kogo będzie bardziej podobna, ale na razie jeszcze tego nie możemy ocenić - przyznaje Justyna. - Tak mówiąc szczerze, to jest miksik - uważa Mariusz. - My na nią mówimy "nasz miksik" - wyjaśnia mama Laury. - To dlatego, że jest podobna trochę do mnie, a trochę do męża.

Po tygodniowym pobycie w szpitalu Justyna z Laurą wróciły do domu. Na płocie rodzinnego domu Mariusza pojawił się bocian symbolizujący przyjście na świat nowego członka rodziny, a drzwi wejściowe przyozdobiły kolorowe balony. Rodzina spędziła pierwsze wyjątkowe święta. - Byliśmy sami, w trójkę. To też ze względu na to, że Laura była wcześniakiem i nie chcieliśmy ryzykować ze względu na jej obniżoną odporność - tłumaczy Justyna. To były piękne chwile dla świeżo upieczonych rodziców.

Laura stała się oczkiem w głowie Justyny i Mariusza. - Obróciła nasz świat o 180 stopni. Jest radosnym, pogodnym dzieckiem, zaczyna odwzajemniać uśmiech, gdy się do niej uśmiechamy, i bacznie obserwuje otaczający ją świat. Uwielbia z tatą leżeć na ramieniu i zasypiać przy misiu Szumisiu oraz u mamy. A najbardziej lubi łazienkę. To tam najchętniej zasypia na rękach - zdradza Justyna Matysek.

Rodzice chętnie spędzają z córką czas na spacerach i zabawach sensorycznych. Czytają jej też bajki. - W domu zostały jeszcze takie moje stare książki z dzieciństwa, które kupiła babcia, o lokomotywie czy "Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku" - opowiada Justyna Matysek.

Laura rośnie zdrowo, waży prawie pięć kilogramów i ma blisko 60 cm wzrostu. Daje też rodzicom coraz dłużej pospać. - Na początku trzeba było ją karmić co 1,5 godziny, a teraz potrafi nawet 3,5 godziny spać - przyznaje Justyna Matysek.

Laura swoje imię zawdzięcza pewnej historii związanej z zakupem samochodu. - Przed porodem uznaliśmy, że kupimy nowe, trochę większe auto. Samochód znaleźliśmy w Opolu. Rodzina, od której je kupiliśmy, miała też córkę o imieniu Laura. I tak jakoś nam to imię przypadło do gustu. Do domu wróciliśmy z samochodem i imieniem - opowiada z uśmiechem Justyna.

Mariusza poznała w sierpniu 2017 roku poprzez wspólną koleżankę. - Zaprosił mnie na lody do Sośnicowic, coś zaiskrzyło i tak się zaczęło - wspomina. Rok później, w noc sylwestrową, którą Justyna z Mariuszem spędzali wraz ze znajomymi w Wiśle na nartach, doszło do oświadczyn w dość nietypowych okolicznościach. - Mąż mnie zaskoczył na kanapie na wyciągu - opowiada Justyna. - Miało być troszkę inaczej. To miało się stać podczas zjazdu na nartach. Ale jedna para, która miała w tym uczestniczyć, nie dojechała i trzeba było coś innego wymyślić. No to co? Na wyciągu, nie? Z wyciągu na pewno by nie uciekła - śmieje się Mariusz. - Nie było gdzie uciekać, skakać też ryzykowne, więc trzeba było powiedzieć tak - żartuje Justyna Matysek.

Mariusz od 22 lat jest zawodowym kierowcą. Praca pozwala mu na to, by codziennie być w domu z rodziną. - Gdy wraca, zajmuje się córką – mówi Justyna. Żona bardzo ceni sobie to, że mąż nie musi daleko jeździć.

Szczęśliwi rodzice spędzają z Laurą każdą wolną chwilę. Pieszczotliwie nazywają ją Myszką lub Żabką. Jeszcze nigdzie z nią nie byli, ponieważ cała rodzina przyjeżdża do Starego Koźla, aby zobaczyć ich uroczą córeczkę.

Podczas plebiscytu, który dostarczył im sporo emocji, mogli liczyć na wsparcie bliskich w głosowaniu, za co są im bardzo wdzięczni. Wygrana w grudniowej edycji nie była łatwa. - Dziękujemy rodzinie, znajomym oraz sąsiadom za oddane głosy na naszą Laurę oraz sponsorom za nagrody - przekazali szczęśliwi rodzice. Życzymy im mnóstwo radości z wychowania córeczki i dużo zdrówka!


Laura Matysek za wygraną w plebiscycie otrzymała nagrody przygotowane przez partnerów konkursu: firmę Eko-Okna SA, fotografa Jarosława Kozłowskiego, Piekarnictwo Ruzik, salę zabaw Nununu, FizjoFemina – Fizjoterapia Uroginekologiczna Justyna Piestrak, Reformer Pilates Studio Anna Pawlik-Szamocka, sklep Mały Miś, hotel „Magiczny Zakątek” w Raszowej, agenta PZU Jarosława Kierzkowskiego, firmę Cewe Sp. z o.o. oraz redakcję „Nowej Gazety Lokalnej”.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: A druga kasa biletowa wróci ? Kiedyś była. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 16:12 Źródło komentarza: Chcieli jechać pociągiem, pojechali autobusem. Konferencja o Magistrali Podsudeckiej Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama