Do zdarzenia doszło we wtorek, 21 lipca, przed godziną 6 rano. Gabriela Weiser przebywała w piekarni, która prowadzi wraz z mężem, kiedy kątem oka zauważyła, że w pobliżu transformatora coś jasnego spadło w zarośla.
Początkowo nie wiedziała, co się wydarzyło. Po chwili zobaczyła jednak koty, które zaczęły skradać się w stronę krzaków.
- Patrzę, a tam w zaroślach pomiędzy masztami unosi się dziób. Krzaki całe się ruszały. Wybiegłam i zobaczyłam bociana leżącego na plecach. Cały się trzepał i drżał po porażeniu prądem - opowiada Gabriela Weiser.
Kobieta przedarła się przez pokrzywy, złożyła ptakowi skrzydła i przeniosła go w bezpieczne miejsce. Jak podkreśla, szczęściem w nieszczęściu było to, że bocian spadł w gęste zarośla, które zamortyzowały upadek.
- Dobrze, że były tam krzaki. Gdyby spadł na asfalt, prawdopodobnie by nie przeżył. Trzy dni wcześniej jego brat albo siostra zginęli w podobny sposób przy ulicy Nadrzecznej. Tamten bocian spadł prosto na jezdnię - mówi mieszkanka Cisowej.
Gabriela Weiser próbowała postawić ptaka na nogach. Bocian nie był jednak w stanie utrzymać równowagi.
- Mdlał i się przewracał. Główka opadała mu do przodu albo do tyłu, nogi się uginały. Cały drżał po tym porażeniu. Próbował wstać, ale za każdym razem padał jak długi - relacjonuje.
Ptak został przeniesiony do niewielkiego pomieszczenia przy piekarni, gdzie mógł spokojnie odpocząć. Leżał tam przez około dwie godziny. W tym czasie na pobliskim transformatorze pojawili się jego rodzice.
- Rodzice przylecieli na transformator i klekotaniem wołali swoje dziecko. On ich słyszał i próbował się podnieść, ale po każdej próbie znowu upadał. To był bardzo przejmujący widok - przyznaje Gabriela Weiser.
Kobieta rozpoczęła poszukiwania osób, które mogłyby zająć się rannym zwierzęciem. Pomógł
Łukasz Patecki z Kędzierzyna-Koźla, który przyjeżdża do piekarni na zakupy. - Podpowiedział gdzie dzwonić żeby bocian uzyskał dobrą pomoc - mówi Gabriela Weiser.
Wolontariusze z OTOZ Animals zamieścili internecie apel o pomoc w przewiezieniu bociana. Szybko zgłosił się kierowca, który zabrał ptaka do Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt AVI. Bocian został umieszczony w dużym transporterze należącym do Gabrieli Weiser.
Z przekazanych jej później informacji wynika, że ptak odzyskał równowagę i potrafi już samodzielnie stać. Nadal wymaga jednak leczenia i opieki specjalistów.
- Jest już w azylu i doszedł do siebie. Bardzo się cieszę, bo dostałam informację, że już stoi. Z zewnątrz nie było widać poważnych obrażeń, ale porażenie prądem najprawdopodobniej spowodowało problemy neurologiczne. Teraz musi zostać pod opieką i być dalej leczony - mówi kobieta.
Według Gabrieli Weiser bocian prawdopodobnie nie wróci w tym roku na wolność. Pracownicy azylu mają przygotowywać go do wypuszczenia w przyszłym sezonie.
Mieszkanka zwraca również uwagę na problem niezabezpieczonych urządzeń energetycznych. Jak opowiada, bociany od lat próbują zbudować gniazdo na jednym z masztów przy transformatorze. Gałęzie spadają jednak z konstrukcji, a ptaki siadają w pobliżu przewodów wysokiego napięcia.
- Dobrze byłoby, gdyby przewody zostały zabezpieczone, bo zginął tam już niejeden ptak. Bociany próbują w tym miejscu budować gniazdo, ale nie mają odpowiedniej platformy. Przydałaby się konstrukcja lub specjalny kosz, na którym mogłyby bezpiecznie ułożyć gałęzie - apeluje Gabriela Weiser.
Jak nam przekazała, sprawa masztu i możliwości zamontowania bezpiecznej platformy lęgowej została zgłoszona do urzędu miasta przez Łukasza Pateckiego.


Napisz komentarz
Komentarze