Reklama
wtorek, 21 kwietnia 2026 18:35
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kelli i Marta - partnerki w pomocy. Dzięki ich współpracy i kontaktom udało się zebrać ćwierć miliona złotych

Jedna jest amerykańską biegaczką długodystansową i społeczniczką, żoną siatkarza Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle Davida Smitha, a przede wszystkim mamą dwójki dzieci. Druga - była dziennikarka, obecnie menedżerka "Villa Vanilla" w Sławięcicach - też ma olbrzymie serce do pomocy. Obiema wstrząsnęła wojna na Ukrainie. Zakasały więc rękawy i w przebojowym duecie skutecznie zachęcają ludzi dobrej woli do pomocy uchodźcom wygnanym z ojczyzny przez brutalny reżim Putina. Udało im się zebrać niebagatelną kwotę.
Kelli i Marta - partnerki w pomocy. Dzięki ich współpracy i kontaktom udało się zebrać ćwierć miliona złotych

Autor: W, archiwum prywatne Kelli Smith

Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Kelli, było zwyczajowe przejrzenie portalu Lokalna24 i profilu facebookowego naszej gazety, a także innych źródeł informacji. Poszukiwała wiadomości o tym, gdzie i jakie rzeczy przekazują mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla i okolic na rzecz ludzi, których wojenna zawierucha wygnała z ojczyzny.

Kupowała pieluchy dla dzieci i innego rodzaju przedmioty pierwszej potrzeby. Wówczas obiecała sobie, że jeśli tylko pojawi się większa potrzeba, zwróci się do znajomych i przyjaciół w Stanach Zjednoczonych o finansowe wsparcie akcji. Potrzeby rosły z dnia na dzień. Sądziła, że uda się jej zebrać 40 tys. zł. Takie było założenie.

Dam z siebie wszystko

Pewnego dnia pojawił się impuls do jeszcze większego zaangażowania w pomoc. Marta Koziarska przekazała jej, że potrzebne są pieniądze na przetłumaczenie dokumentów dla jednej z uchodźczyń, niezbędnych do podjęcia przez nią pracy z dziećmi z Ukrainy. Chodziło o 900 zł.

 - Nie ma sprawy - odpowiedziała Kelli. Umieściła apel w swoich mediach społecznościowych. Jakież było jej zaskoczenie, gdy już po kwadransie wpłacono ponad dwa razy większą sumę.

- Pomyślałam, że mogę zrobić jeszcze więcej. Za pośrednictwem internetu zaczęłam się dzielić informacjami ze wszystkimi znajomymi i członkami rodziny. Przyrzekłam sobie, że - choć dziś nie wiem jeszcze, o ile więcej dobrego będzie mi dane zrobić dla uchodźców - użyję każdego dolara, którego przekażą mi ludzie dobrej woli, dla Ukrainy - podkreśla Kelli Smith.

Kiedy rozmawiamy 5 kwietnia, suma, jaką dzięki bezinteresownej działalności rozmówczyń udało się zebrać, to niebotyczne 250 tys. zł.

Kelli wraz z Martą są w kontakcie z rzeszą podmiotów i ludzi. Są pośród nich choćby nasi radni miejscy czy pracownicy socjalni. Od nich uzyskują informacje, w czym można by finansowo wesprzeć Ukraińców.

Pozyskanymi informacjami Amerykanka każdego dnia dzieli się w sieci, uaktualniając posty w swoich mediach społecznościowych. Ponadto informuje w nich, co danego tygodnia dobrego udało się zrobić, a także w jaki sposób wydatkowano pieniądze od darczyńców.

- Gdy wpłacający widzą, że ich datki trafiają bezpośrednio do Ukraińców, dają od siebie jeszcze więcej. Poza tym zaczynają się dzielić informacjami ze swoimi znajomymi i rodzinami - uśmiecha się Kelli. I dodaje, że obecnie pieniądze wpłacają nawet ludzie, których w ogóle nie zna. - Przyjaciele przyjaciół przyjaciół. I to jest jak reakcja łańcuchowa. Moja charytatywność jest bardzo nieoficjalna, ponieważ jestem osobą prywatną. To działa na zasadzie: ludzie dzielą się z innymi ludźmi - precyzuje. 

Gros wpłacających to osoby, które mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Jest wśród nich Amerykanin żyjący w Hiszpanii. Ktoś inny mieszka w Szwajcarii czy Australii, jeszcze ktoś w Wielkiej Brytanii.

- Po prostu mówię każdemu w Stanach Zjednoczonych, że jeżeli mnie zna, może mi zaufać. Wiedzą, że dam z siebie wszystko. Potem oni przekazują swoim znajomym, że znają mnie i wiedzą, co robię, do czego się zobowiązuję. Mam listę każdej osoby, która ofiarowała wpłatę. W tym momencie liczy ona prawie 300 osób. Prowadzę też spis każdej wpłaty, jaką otrzymałam, oraz dokonanych zakupów. Każda wydawana złotówka jest skrupulatnie rozliczana - podkreśla Kelli. 

A potem wybuchła wojna

Brutalność, z jaką siły rosyjskie zaatakowały naszych wschodnich sąsiadów, była dla niej szokiem. Tym bardziej że dwa tygodnie przed inwazją przebywała w Rzeszowie - mieście, w którym niegdyś mieszkała. Wybrała się tam z przyjaciółką pobiegać. Kiedy dotarły na lotnisko w Rzeszowie, akurat lądował amerykański samolot wojskowy. Zamieniły słowo z żołnierzami.

- W tamtym momencie było to groteskowe. Nasi żołnierze stojący na ulicy i machający do każdego przejeżdżającego samochodu, co jest bardzo amerykańskie - śmieje się Kelli. - Scena surrealistyczna, dziwna, lecz nie czuło się, że prawdziwa. A potem wybuchła wojna - uśmiech schodzi z jej twarzy.

Była zachwycona tym, jak szybko Polacy zaczęli się organizować z pomocą dla Ukraińców. Indywidualnie, nie w sposób oficjalny.

W tygodniu poprzedzającym nasze spotkanie pomagały rodzinom, w sumie 17 osobom, z których większość uciekła z Mariupola, jednego z najbrutalniej doświadczonych przez rosyjskiego agresora miast. Ich udziałem były rzeczy nieludzkie. Przybyli do Polski z niczym. Na początku kwietnia przebywali w Szonowie.

- Łamiące serce chwile, bo wśród nich są małe dzieci. Wiem, że mają swoich ojców, którzy są na Ukrainie. Nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze ich zobaczą - mówi Amerykanka.

Tuż przed naszym spotkaniem razem z Martą były w szkole w Sławięcicach. Odwiedziły starszych i młodszych uczniów z Ukrainy. Miały okazję zobaczyć, jak przebiega ich nauka.

- Rzeczywiście to działa. Wiemy, że to, co zostało im umożliwione, ta nauka ma sens. Nie spodziewałyśmy się nawet, że ten system pracy - zwłaszcza w starszej klasie - będzie tak sprawnie działał - mówi Marta Koziarska. - Bo rzeczywiście każde dziecko ma swoje biurko, swój laptop i słuchawki. Nauczycielka w większości mówi do nich po polsku, a one dzięki zainstalowanemu systemowi tłumaczącemu mogą na bieżąco pracować, nie tracąc czasu na to, żeby najpierw tłumaczyć, a dopiero potem pracować - dodaje.

Były też u młodszych dzieci. Zauważyły różnice, jakie zaszły w nich w ciągu kilku tygodni, od kiedy rozpoczęły naukę. Na początku praca wyglądała zupełnie inaczej - dzieci siedziały przestraszone. W tej chwili widać ich żywiołowość, zgranie, dobrą pracę z nauczycielami.

Wydatkowano już większość pieniędzy - 230 tys. zł w jeden miesiąc. Z tej puli dla szkoły w Sławięcicach przeznaczono prawie 50 tys. zł. Ta kwota pozwoliła na wyposażenie kilkanaściorga ukraińskich dzieci, które uczą się w klasach I-III. Dla starszych uczniów zakupiono dziewięć laptopów. Dzięki nim dzieci mogą realizować lekcje w formie on-line. Możliwość takiego sposobu nauki dało Ukraińskie Ministerstwo Edukacji i Nauki, przygotowując platformę edukacyjną.

Młodzi wyjadą na zieloną szkołę i wezmą udział w dodatkowych zajęciach - te inicjatywy również dojdą do skutku dzięki akcji Kelli i Marty. Część zebranych pieniędzy przekazano przedszkolu w Sławięcicach. Pozwoliło to na utworzenie oddziału dla ukraińskich maluchów. Dziewięć dodatkowych laptopów do nauki zdalnej otrzymały dzieci uchodźców, które nie uczą się w Sławięcicach. - Chciałyśmy po prostu dać im namiastkę normalności - mówi Marta.

Cały artykuł w 14. nr. Nowej Gazety Lokalnej, który ukazał się 12 kwietnia. Dostępny również w wersji elektronicznej - TUTAJ



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: GrzegorzTreść komentarza: Suma IQ zgromadzonych na spotkaniu jest równa liczbie zdjęć w artykuleData dodania komentarza: 21.04.2026, 14:47Źródło komentarza: Przemysław Czarnek w Kędzierzynie-Koźlu. Mówił o migracji, bezpieczeństwie i służbie zdrowia. ZDJĘCIAAutor komentarza: mądry i oczytanyTreść komentarza: Niemożliwe żeś z powstańcami śląskimi spokrewniony, oni wszyscy wyjechali do Reichu, a jak nie zdążyli to ich dzieci dawno pouciekały. Tu nie zostawili żadnych potomków, chyba, że jakieś bękarty.Data dodania komentarza: 21.04.2026, 14:34Źródło komentarza: Pan Babcia na IX Powiatowym Konkursie Gwary Śląskiej „Godej po naszymu”. ZDJĘCIA R Autor komentarza: Rychu, taki lepszy Ryszard.Treść komentarza: My w PiS z całego serca wspieraliśmy Prezydenta Nawrockiego. To dzięki niemu Polacy mogą dalej swobodnie inwestować w kryptowaluty. Mogą inwestować przez reklamowaną doskonałą giełdę prowadzoną przez uczciwych Polaków Zonda. Reklamowana jest w TV Republika, a to jest dowód, że jest rzetelną giełdą bo to telewizja dla uczciwych i oddanych wierze ludzi. Prezydent Karol Nawrocki zawetował zmiany jakie miały wprowadzić kontrolę nad obrotem kryptowalutami, a tym samym ograniczyć Waszą wolność. My w PiS jesteśmy uczciwi i wspierajcie naszą partię, tak jak o to prosi prezes Jarosław i poseł Mejza. Przekazy tylko w kryptowalutach przyjmujemy.Data dodania komentarza: 21.04.2026, 14:30Źródło komentarza: 50-latek stracił 34 tysiące. Chciał szybko zarobić, inwestując w bitcoinaAutor komentarza: KonkursTreść komentarza: "Gwara" ! jak skutecznie zmarginalizować i pomniejszyć znaczenie języka jak uczyć Ślązaków tej akceptowalnej Polskiej gwary ? Oto odpowiedż ...konkurs z jury . Niebezpieczna impreza szkodliwa dla naszej kultury i językaData dodania komentarza: 21.04.2026, 13:41Źródło komentarza: Pan Babcia na IX Powiatowym Konkursie Gwary Śląskiej „Godej po naszymu”. ZDJĘCIAAutor komentarza: Beka z mojego kolegi bo chata sie zrajała muTreść komentarza: Latwo pozdro artur jak tam chata dalej sie paliData dodania komentarza: 21.04.2026, 10:42Źródło komentarza: Potężny pożar budynków w Grzędzinie. Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie, ewakuowano mieszkańcówAutor komentarza: Wnuk powstańców śląskich.Treść komentarza: Dialekt śląski jest archaiczna odmianą staropolskiego składający się z 15 lokalnych nie skodyfikowanych gwar .Data dodania komentarza: 21.04.2026, 10:03Źródło komentarza: Pan Babcia na IX Powiatowym Konkursie Gwary Śląskiej „Godej po naszymu”. ZDJĘCIA
zachmurzenie duże

Temperatura: 11°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1019 hPa
Wiatr: 19 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama