niedziela, 9 sierpnia 2026 03:26
Reklama
Reklama
Reklama

Motoryzacyjna perełka przywrócona do życia. ZDJĘCIA

Przez wiele lat był zawodowym kierowcą. Obecnie jest na emeryturze i pełni funkcję wiceprezesa Zarządu Automobilklubu Kędzierzyńsko-Kozielskiego. Bronisław Apfeld nie kryje słabości do zabytkowych pojazdów. Z jednym z nich wiąże się bardzo ciekawa historia.
Motoryzacyjna perełka przywrócona do życia. ZDJĘCIA
Bronisław Apfeld i jego cacko z 1960 roku

Pan Bronek postanowił opowiedzieć ją czytelnikom „Lokalnej”. Otóż osiem lat temu wyruszył wraz z kolegą na Ukrainę. Spędzili tam kilka dni. W jednym z gospodarstw zobaczyli starą wołgę GAZ-21 z 1960 roku. Stała w szopie, przywracając wspomnienia sprzed lat. Choć wołgi, zwłaszcza te czarne, nie kojarzą się dobrze nie tylko nad Wisłą, to - jak większość samochodów - potrafią zaciekawić, a nawet zachwycić.    

- Wszedłem wtedy do tej szopy i od razu przypomniałem sobie stare dzieje. Zakochałem się w tym aucie od pierwszego wejrzenia. Wróciłem do Polski, sprawę na spokojnie przemyślałem i doszedłem do wniosku, że jednak muszę mieć to auto. Zadzwoniłem do Bogdana, właściciela wołgi, i poinformowałem go, że chciałbym kupić ten samochód. Zgodził się, deklarując, że przygotuje auto do sprzedaży - wspomina pan Bronek.  

Pasjonat motoryzacji z Januszkowic, który powoli zbliża się do siedemdziesiątki, był przeszczęśliwy, kiedy osiem lat temu kupił to auto. Czekała go ciężka i niełatwa praca, by przywrócić wołgę do życia.   

- Remontowałem ją wraz ze swoim serdecznym przyjacielem Heńkiem przez trzy i pół roku. Na same tylko części wydaliśmy około 40 tys. zł. Nie liczę oczywiście naszego czasu i robocizny. Nie poddawaliśmy się, choć nachodziły nas chwile zwątpienia. Jak mieliśmy dość, to przerywaliśmy na 2-3 dni. Rozebraliśmy to auto na części, przeprowadziliśmy m.in. remont kapitalny silnika - przyznaje z dumą nasz rozmówca. - Bogdan na bieżąco dosyłał nam z Ukrainy części samochodowe do wołgi. Wbrew pozorom nie było żadnych problemów z ich pozyskaniem. Były dostępne, a poza tym te na Ukrainie są znacznie tańsze od tych, które można kupić w Polsce. U nas przebitka jest nawet 300 procent. Jeździłem do Rzeszowa bądź Przemyśla lub na samą granicę, czekając na niego nawet i dwa dni. Teraz jest dużo łatwiej, ponieważ Bogdan ma dwie ciężarówki, które dwa razy w miesiącu jeżdżą do Pragi. Podjeżdżam więc na autostradę A4 i Bogdan przywozi mi wszystko, co potrzebuję do starej wołgi, od błotnika aż po lampy.     

Należy się order

Sprzedawca wołgi z Ukrainy na widok wyremontowanego pojazdu przyznał, że nasi mechanicy za taki remont dostaliby w jego kraju order.

- Powiedział, że to jest niemożliwe, żeby ze starego grata zrobić takie cacko. Na Opolszczyźnie nie ma drugiej takiej wołgi w tak doskonałym stanie. Wiele osób jest zaskoczonych, widząc mojego klasyka na drodze. Na zlotach samochodowych podchodzą do mnie różni ludzie i przy okazji wspominają dawne czasy związane z tymi modelami. Opowiadają, że ich dziadek bądź ojciec jeździł niegdyś taką wołgą. Mało kto mógł sobie pozwolić na takie auto, bo było dostępne wyłącznie dla ludzi majętnych. Ten model wołgi ma kierownicę wykonaną z kości słoniowej. To były auta głównie dla dygnitarzy i po ulicach jeździło ich naprawdę niewiele - wyjaśnia pan Bronek.

Jest również właścicielem dwóch innych radzieckich modeli. To wołga GAZ-24, którą najczęściej można było spotkać w roli taksówki, gdyż posiadała obszerne wnętrze. Produkowano ją w latach 1967-1985. Natomiast trzecia wołga w garażu pana Bronka to GAZ-24-10, czyli zmodernizowana wersja modelu GAZ-24, produkowana w latach 1985-1993.

- Ostatnia z wymienionych nie ma już wystających klamek, tylko kasetowe, posiada inną deskę rozdzielczą i siedzenia z mercedesa. Te dwie ostatnie wołgi jeszcze remontuję. Zamierzam to zrobić porządnie. Jak już się za coś zabieram, to solidnie, bo owszem kaszankę lubię, ale z cebulką na patelni - dodaje pan Bronek.    

Od lat jeździ z kolegami na różne imprezy czy zloty starych samochodów. Uczestniczy też w zbiórkach charytatywnych, by wesprzeć potrzebujących. Przykładowo 28 stycznia był z kolegami na opolskim rynku, kwestując w 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak zwykle należąca do niego wołga GAZ-21 zrobiła furorę.

Poniżej dwa filmiki prezentujące wołgę pana Bronka w drodze na 32 finał WOŚP

Auto nie na sprzedaż

Byli zainteresowani jej kupnem.

- Chociażby podczas uroczystości z okazji 800-lecia Nysy. Podszedł do mnie mieszkaniec Poznania, który powiedział mi, że jego dziadek miał taką wołgę i chciałby ją ode mnie odkupić. Odparłem, że auto nie jest na sprzedaż. Zaproponował, że jest w stanie za nią zapłacić do 100 tys. zł. Miło mnie zaskoczył, bo to była dobra oferta, ale ostatecznie transakcja nie doszła do skutku - wspomina pan Bronisław. - Z kolei na święcie caravaningu w Grodźcu rosły i barczysty facet postanowił zrobić sobie zdjęcie w mojej wołdze. Stałem wtedy koło kolegi, który tuż przy moim samochodzie zaparkował trabanta, co uniemożliwiało nieco szersze otwarcie drzwi. Powiedziałem temu dżentelmenowi, że z uwagi na jego gabaryty, trudno mu będzie przecisnąć się do środka samochodu. Odparł, iż rzadko kto mu czegokolwiek odmawia i jeszcze raz zwrócił się z prośbą o umożliwienie zrobienia tej fotki, jak siedzi za kierownicą. Powiedziałem mu, żeby przyszedł za pół godziny. Faktycznie, przyszedł po 40 minutach. Mój kolega stwierdził wtedy, że lepiej będzie przestawić jego auto dla świętego spokoju i spełnić marzenie budzącego respekt miłośnika motoryzacji. Popchaliśmy trabanta do przodu, otworzyliśmy na oścież drzwi mojej wołgi i facet wszedł do środka. Zmieścił się, choć brzuch miał na kierownicy. Przyszła jego żona z dwoma mniej więcej 10-letnimi synami i porobiła mężowi zdjęcia na pamiątkę. Na koniec, zadowolony, powiedział, że dla chcącego nic trudnego i w ramach wdzięczności dał mi parę groszy na dobrą kawę. Okazało się, że ten pan przyjechał z Bydgoszczy i jest producentem paneli fotowoltaicznych - opowiada z uśmiechem nasz rozmówca.  

Pan Bronek potwierdza, że na zlotach samochodowych panuje miła i przyjazna atmosfera. Każdy chętnie rozmawia, coś podpowie, doradzi.

- W Głuchołazach jeden kierowca podszedł do mnie, mówiąc, że ta wołga nie będzie jeździć, bo ona „stroi focha” i będzie wiecznie „prychać”. Zapytałem, o co chodzi. Odpowiedział, że nie dolewam specjalnego dodatku do benzyny. Wytłumaczył, że stare modele wymagają paliwa z ołowiem. Takich dodatków nie ma już na stacjach benzynowych. Udało mi się to jednak kupić i na pełny bak paliwa dolewam około 50 ml substytutu z ołowiem. No i teraz mam spokój, bo silnik chodzi idealnie. Zatem dobrze mi ten człowiek doradził. Choć jestem doświadczonym kierowcą z PKS-u, to o tym zapomniałem - dodaje pan Bronek.   

Z kolei w maju 2021 roku był z kolegą na zlocie zorganizowanym w Berlinie. Wydarzenie to na długo pozostanie w jego pamięci.

- Na międzynarodowy zlot starych samochodów, motocykli i motorowerów zostaliśmy zaproszeni przez firmę ADAC. Pojechałem tam z kolegą, Jankiem Płonką. On starym mercedesem, a ja swoją wołgą - wspomina pan Bronek. Wypożyczyłem na tę okazję autolawetę i pomoc drogową, żeby dotrzeć na miejsce bez ponoszenia zbyt wygórowanych kosztów. Oczywiście wołga jest sprawna, ale koszt paliwa, żeby dojechać do Berlina, byłby bardzo wysoki. To był dwudniowy zlot, w którym uczestniczyło 6500 pojazdów na 25-hektarowym parkingu. I była tam tylko jedna taka wołga i zaledwie jeden taki mercedes, którymi dotarliśmy na to wydarzenie. Nikt inny nie mógł pochwalić się takimi właśnie modelami. Zrobiliśmy tam furorę. Ludzie do nas podchodzili i byli naprawdę zaciekawieni. Było tam też bardzo wiele samochodów, których nigdy wcześniej nie widziałem. Przyjęto nas bardzo życzliwie, mamy co wspominać. Kolega Janek nakręcił przy okazji ciekawy filmik, który zawsze oglądam z uśmiechem na ustach. Gdy przemykaliśmy drogami, obcy ludzie machali do nas z wiaduktów, a na stacjach benzynowych robili sobie zdjęcia z naszymi klasykami - kończy pan Bronek.

Motoryzacyjne ciekawostki

Warto przy okazji dowiedzieć się nieco więcej na temat historii produkcji samochodu, którego posiadaczem jest pan Bronek.  

Otóż wołga GAZ-21 (początkowo wołga M-21) była samochodem osobowym klasy średniej wyższej, produkowanym w radzieckich zakładach GAZ w Gorkim w latach 1956-1970. To pierwsza generacja modelu wołga.

Oprócz sedana GAZ-21 produkowano też kombi GAZ-22 i specjalną, mocniejszą wersję GAZ-23. Samochód ten eksportowano m.in. do krajów zachodnich. Oprócz użytku prywatnego powszechnie używany był jako taksówka i samochód służbowy dla funkcjonariuszy państwowych w krajach bloku wschodniego, w tym również w Polsce.

GAZ M-21 Wołga był następcą samochodu M-20 Pobieda, który był projektem z czasów II wojny światowej i w latach 50. był już konstrukcją mało nowoczesną. Prace nad nowocześniejszym samochodem średniej klasy rozpoczęto w zakładach GAZ w 1951 roku, jeszcze pod kierunkiem głównego konstruktora, Andrieja Lipharta (zdjętego następnie z tego stanowiska pod zarzutem „kosmopolityzmu” w 1952 roku). Wiodącym konstruktorem samochodów osobowych GAZ był wówczas Władimir Sołowiow, mimo to projekt wołgi powierzono młodemu inżynierowi Aleksandrowi Niewzorowowi.

Dla ułatwienia produkcji zachowano ten sam rozstaw osi, co w M-20 (2700 mm), lecz nowy samochód otrzymał obszerniejsze wnętrze i większy bagażnik (był dłuższy i szerszy od poprzednika). Dzięki panoramicznym wygiętym szybom, zastosowanym po raz pierwszy w radzieckim samochodzie z przodu i tyłu, wnętrze było jaśniejsze i lepsza była widoczność. Pod względem mechanicznym samochód miał otrzymać nowy, mocniejszy silnik górnozaworowy oraz, po raz pierwszy w ZSRR, automatyczną skrzynię biegów. Jednostka napędowa wykonana przy użyciu stopów aluminium była przy tym lżejsza.

Wstępny projekt samochodu był gotowy w listopadzie 1953 roku. Projektantem nadwozia o dynamicznej i w tamtym czasie nowoczesnej linii był Lew Jeriemiejew. Odpowiadało ono modzie samochodowej pierwszej połowy lat 50. W jego przypadku dopatrywano się inspiracji wzornictwem amerykańskich nowych modeli Forda (Ford Mainline z lat 1952-1954), chociaż nadwozie wołgi nie było ich kopią i miało własny, rozpoznawalny styl.

Do 1970 roku zbudowano ogółem 639 478 wołg pierwszego modelu (wraz z wersją kombi). M-21 Wołga była jedynym samochodem średniej klasy produkowanym w tamtym czasie w ZSRR, plasującym się pomiędzy popularnymi modelami moskwicza a luksusowymi limuzynami służbowymi GAZ-13 czajka, nieoferowanymi na rynku prywatnym. Posiadanie wołgi było szczytem ambicji zwykłych obywateli, a z racji komfortu, pojemności i rozkładanych siedzeń samochód ten szczególnie dobrze nadawał się do turystyki zmotoryzowanej, która w tym okresie stała się popularna w ZSRR. Oprócz użytkowników prywatnych wołgi były powszechnie spotykane jako samochody służbowe w instytucjach państwowych i organizacjach partii komunistycznej, używane przez funkcjonariuszy niższego i średniego szczebla – typowo w kolorze czarnym. Znaczącym użytkownikiem były resorty siłowe – milicja (oznakowane i nieoznakowane radiowozy, także silniejszych wersji S), państwowa inspekcja drogowa GAI, KGB (także w specjalnej wersji GAZ-23).

 


Wołga GAZ-21 idealna na każdą okazję

GAZ M-21 Wołga był następcą samochodu M-20 Pobieda

GAZ M-21 Wołga był następcą samochodu M-20 Pobieda

GAZ M-21 Wołga był następcą samochodu M-20 Pobieda

Bronisław Apfeld na 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Opolu

Bronisław Apfeld oraz Mirosław Oleś, przedstawiciel stowarzyszenia z Pawłowiczek o nazwie "Miłośnicy Pojazdów Zabytkowych" obecni na 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Opolu

W niedzielę 28 stycznia 2024 roku pan Bronek był z kolegami na opolskim rynku, kwestując w 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W niedzielę 28 stycznia 2024 roku pan Bronek był z kolegami na opolskim rynku, kwestując w 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W niedzielę 28 stycznia 2024 roku pan Bronek był z kolegami na opolskim rynku, kwestując w 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

W niedzielę 28 stycznia 2024 roku pan Bronek był z kolegami na opolskim rynku, kwestując w 32. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

GAZ M-21 Wołga był następcą samochodu M-20 Pobieda

Takie auto rzuca się w oczy

Takie auto rzuca się w oczy

Ten model wołgi ma kierownicę wykonaną z kości słoniowej

Ten model wołgi ma kierownicę wykonaną z kości słoniowej

Ten model wołgi ma kierownicę wykonaną z kości słoniowej

Takie auto rzuca się w oczy

Takie auto rzuca się w oczy

Wołga GAZ-21 idealna na każdą okazję


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna