Reklama
poniedziałek, 15 czerwca 2026 18:34
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kilka faktów po wizycie na granicy polsko-ukraińskiej

W internecie panuje, lekko mówiąc, chaos informacyjny odnośnie potrzeb na granicy polsko-ukraińskiej. To, co dzieje się w całym kraju przerosło najśmielsze oczekiwania zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Każdy chce pomóc i pomaga, jak może. Ale sytuacja zarówno na granicy, jak i w punktach zbiórek zmienia się bardzo dynamicznie.
Kliknij aby odtworzyć
Drogi użytkowniku! Wykryliśmy, że korzystasz z programu blokującego reklamy w przeglądarce (AdBlock lub inny). Dzięki reklamom oglądasz nasz serwis za darmo. Prosimy, wyłącz ten program i odśwież stronę.

Przekonaliśmy się o tym osobiście, podczas wizyty w kilku newralgicznych punktach przygranicznych. My, czyli Rafał Pulkowski - dziennikarz Nowej Gazety Lokalnej oraz Rafał Nosal, fotograf i dziennikarz radiowy pochodzący z Kędzierzyna-Koźla (obecnie mieszkający w Opolu).

- Decyzja o tym, że jedziemy była spontaniczna. Napisaliśmy na naszych osobistych profilach facebookowych, że jedziemy na granicę i nagle zaczęli pisać do nas obcy ludzie, którzy chcieli przekazać różne rzeczy - m.in. koce, maseczki, zestawy do szycia ran, czy słodycze. Po drodze zabraliśmy kilka kartonów i wyruszyliśmy ustawiając na GPS dworzec kolejowy w Przemyślu. Na miejscu okazało się, że nie można dojechać samochodem w okolice PKP. Skierowano nas do punktu masowej zbiórki i segregacji darów w centrum Przemyśla - opowiada Rafał Nosal.

Ten punkt znajduje się przy ulicy Lwowskiej, na parkingu dawnego sklepu Tesco - vis a vis Castoramy. I pomimo ogromnej ilości ludzi - Ukraińców, służb ratunkowych, wolontariuszy oraz darczyńców i chętnych do pomocy przy transporcie z całej Polski, Czech i Niemiec, a także ekspresowego tempa, wszystko odbywało się, jak według scenariusza. Każdy wiedział gdzie ma iść i co robić. Mobilizacja i organizacja Polaków pozytywnie nas zaskoczyła. W krótkich rozmowach z Ukraińcami wychodzi na to, że oni też się nie spodziewali takiej reakcji ze strony swoich sąsiadów.

- Jesteśmy wam bardzo wdzięczni, że robicie dla nas tak wiele. Jest środek nocy, a tu ciągle przyjeżdżają nowi ludzie z nowymi rzeczami i chcą nam bezinteresowanie pomagać. To jest coś niesamowitego - mówił ze wzruszeniem Dima, przewoźnik ukraińskiej firmy, który czekał na swoich bliskich już kilkanaście godzin.

Organizacja zbiórki jest bardzo przemyślana. Przy parkingu ustawione są duże namioty polowe, pod którymi wyznaczone zostały strefy. Darczyńcy są na bieżąco kierowani pod odpowiedni namiot, gdzie zostawiają poszczególne rzeczy. Generalnie jest tam wszystko. Od fotelików samochodowych dla dzieci, przez ubrania, koce, poduszki i pościele, przez leki, środki higieny, jedzenie, słodycze, wody i napoje, po ciepłe posiłki.

- W tej chwili najbardziej brakuje nam rąk do pracy. Bylibyśmy wdzięczni, gdyby darczyńcy chcieli też zostawać z nami na kilka godzin i pomagać przy odbiorze, segregacji i wydawaniu rzeczy. Wszystkiego jest pełno, bo ciągle ktoś przyjeżdża i to czasem wielkimi ciężarówkami. Więc warto przemyśleć co się dowozi. Potrzebujemy pilnie każdą ilość środków higieny i opatrunki - podkreślała wolontariuszka.

Najpotrzebniejsze produkty, to: opatrunki, bandaże, plastry, tabletki przeciwbólowe, gumowe rękawiczki, maseczki, mokre chusteczki, mydło w płynie, środki do dezynfekcji ran, batony wysokokaloryczne. Te produkty powinny trafić w okolice granicy.

Chcąc kupić dane produkty, lepiej jest kupić cały karton jednego artykułu, niż po kilka sztuk różnych - ułatwi to pracę wolontariuszy sortujących dary.

Pozostałe rzeczy, jak ubrania, koce, maskotki, jedzenie długoterminowe, napoje, karma dla zwierząt, powinny trafiać do lokalnych zbiórek, a następnie do sztabów, skąd zostaną rozdysponowane na poszczególne ośrodki i miejsca, w których zatrzymają się Ukraińcy.

Jeden z takich ośrodków w miejscowości Łodyna (Bieszczady) odwiedziliśmy kilka godzin po wizycie w Przemyślu. Tam trafiły głównie kobiety z małymi dziećmi. Ale tylko na noc, bo rano podstawiono autobusy Państwowej Straży Pożarnej, które przetransportowały ich do konkretnych miejscowości, w których włodarze przygotowali już dla nich schronienie.

- Tutaj generalnie też mamy ogromne zapasy wszystkiego - żywności, ubrań i innych rzeczy - mówił policjant koordynujący działaniami.

Dotarliśmy w nocy także do Medyki, ale tam kilkanaście kilometrów od granicy zablokowano drogę z powodu ogromnej ilości samochodów, które czekają na opuszczających Ukrainę.

- Myślę, że osiemdziesiąt procent osób ma już załatwiony transport przez swoich bliskich, znajomych lub osób obcych poprzez wcześniejsze zgłoszenie się na różnych grupach internetowych. Ci, którzy nie mają zapewnionego transportu, zabierani są autobusami do Przemyśla, do punktu recepcyjnego - wyjaśniała nam policjantka.

Taki punkt (również przy ulicy Lwowskiej) polega to na tym, że na środku placu stoi namiot, w którym mogą zarejestrować się uchodźcy podając miasto, do którego chcą trafić i numer telefonu. To samo mogą zrobić kierowcy oferujący transport - podać numer telefonu, ilość miejsc w samochodzie/samochodach oraz miasta, przez które będą jechać. Równocześnie obok, kiedy podjeżdża autobus (a podjeżdżają co kilka minut) dwujęzyczni wolontariusze przy wejściu do autobusu na bieżąco przekazują takie informacje pomiędzy Ukraińcami a osobami oferującymi transport, dzięki czemu uchodźcy nie muszą wychodzić na mróz.

Ostatnim punktem naszej podróży było przejście graniczne w miejscowości Krościenko w powiecie bieszczadzkim, w gminie Ustrzyki Dolne. I dopiero tam zobaczyliśmy ogrom tej tragedii. Dotarliśmy na miejsce około godziny 3 w nocy, kiedy temperatura spadła do -7°C, a samochody wyjeżdżające z Ukrainy były oszronione. Widok czteroletniej dziewczynki owiniętej w koce, która przekraczała pieszo granicę z matką ciągnącą za sobą wielką walizkę i niosącą drugie dziecko na rękach wycisnął z nas łzy. Niestety po stronie Ukraińskiej stoją setki kobiet z dziećmi, które z różnych powodów mają problem z przekroczeniem granicy. Tam wszystko odbywa się bardzo powoli. Jedna rodzina przechodzi nawet co 20-30 minut. A kolejka rodzin i bliskich oczekujących po stronie Polski ciągnie się na kilka kilometrów. Niektórzy czekają tam już drugą dobę.

Z kraju uciekają także osoby starsze, które porzucają dorobek całego życia. Udało nam się zaobserwować, że osoby czekające po stronie Ukrainy nie są pozostawione bez pomocy. Niemal wszyscy przekraczają granicę owinięci w koce z jedzeniem w ręce.

Są też osoby, które idę w przeciwnym kierunku. W pewnym momencie podszedł do nas około 45-letni mężczyzna i zapytał, czy moglibyśmy go zawieźć na granicę do Medyki, ponieważ w miejscowości Krościenko przejście piesze było tylko w jedną stronę - z Ukrainy do Polski i nie mógł wrócić do swojej ojczyzny.

- Od kilku lat mieszkam i pracuję w Polsce, jako kierowca ciężarówki. Ale postanowiłem rzucić pracę, kupiłem kamizelkę kuloodporną i chcę wrócić na Ukrainę walczyć o swój kraj - powiedział mężczyzna. 

Kiedy mieliśmy już odjeżdżać zauważyliśmy samochód z tablicami Ukraińskimi, który przemieszczał się w kierunku granicy. Po krótkiej rozmowie z kierowcą obaj panowie razem wrócili do Ukrainy.

Po nieprzespanej nocy zostaliśmy mile zaskoczeni ze strony wolontariuszy ukraińskich, którzy poczęstowali nas gorącą herbatą. Wracając do domu naładowani przeróżnymi emocjami stwierdziliśmy, że jeszcze tam wrócimy. Osoby chcące przekazać w/w produkty mogą się do nas zgłaszać mailowo: [email protected]



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

marcin tumulka 27.02.2022 23:29
Brawo, Kawał roboty!

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: rynkowy koźlak Treść komentarza: Niech sobie ten łomot do późna wezmą pod swoje okna. Data dodania komentarza: 15.06.2026, 16:14 Źródło komentarza: Sobotni Festyn Integracyjny trzech rad osiedli. ZDJĘCIA Autor komentarza: barded Treść komentarza: Sulejman.....? Data dodania komentarza: 15.06.2026, 16:13 Źródło komentarza: Nokaut w 26 sekund i kontrakt z czołową federacją. Wielki sukces Sulejmana Romańczyka. ZDJĘCIA Autor komentarza: mądry i oczytany Treść komentarza: Potomkowie tych 85% głosujących za Polską zjeżdżają gremialnie do swej wsi latem. Niesie się wszędzie zapach grilla z polską kiełbasą, nie milkną rozmowy przy polskim piwie i narzekanie jak to im w Niemczech źle. Data dodania komentarza: 15.06.2026, 15:50 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: Biwakowirc Treść komentarza: Kędzierzyńska policja zanim przyjedzie do zgłoszenia to sprawcy uciekają , i bawią się z nimi w. Iuciubabke miejskie monitoringi nie działają ludzie robią nas w ...ch.....a że jesteśmy bezpieczni kradną na potęgę wchodza na podwórka a na koniec usłyszysz że policja nie ma wglądu do tych kamer hahaha za co im się płaci ??? Zrobisz samosąd to wyłapujesz wyrok ... Tragedia Data dodania komentarza: 15.06.2026, 12:47 Źródło komentarza: Kradzież tablic rejestracyjnych na osiedlu Piastów w Kędzierzynie-Koźlu Autor komentarza: Aktywiszcze klimatyczne Treść komentarza: Trzeba zlikwidować odstojniki kanalizacyjne Data dodania komentarza: 15.06.2026, 12:16 Źródło komentarza: Bóbr utknął w odstojniku kanalizacyjnym. Z pomocą ruszyli strażacy z Kędzierzyna-Koźla. ZDJĘCIA Autor komentarza: koziel Treść komentarza: Była to chyba druga siedziba Banku Ludowego w Koźlu. Pierwsza mieściła się w jednej z kamienic na samym rynku kozielskim. Data dodania komentarza: 15.06.2026, 12:02 Źródło komentarza: Po Banku Ludowym w Koźlu pozostały już tylko te zdjęcia
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama